sobota, 19 sierpnia 2017
Wytłumaczenia?
Hej!
Chciałybyśmy was wszystkich, bardzo przeprosić za brak rozdziałów.
Decyzja jest taka, że już nic nie zostanie tu dodane :') Wena umarła już dawno, a poza tym nawet nie pamiętamy co się dzieje itd..
Jest nam przykro, ale no nie wyszło.
Jeśli ktoś jest zainteresowany tym, jak miał wyglądać zarys tej historii to piszcie, bo praktycznie zaczęło się rozkręcać, a tu nagle koniec.
W ramach rekompensaty mogłabym polecić wam jakieś opowiadania (NAPRAWDĘ ZAKOCHAŁAM SIĘ Z NICH I NIE UMIEM BEZ NICH ŻYĆ), jednak są one o tematyce homoseksualnej (głównie Larry, ale po prostu tak wyszło). A wiem, że to nie wszystkim pasuje XD
Co mi tam - jeśli jest ktoś zainteresowany to ----- Pauls ----- pisze najlepsze ff na świecie (POLECAM CAŁYM SERDUSZKIEM - COMMU)!
Może jeszcze kiedyś wrócimy? Chociaż marne na to szanse.
Cześć!
Twitter - @krasnaalxd
Snap - Madziuu9 (chyba XDD)
sobota, 8 kwietnia 2017
Rozdział IX
* niesprawdzany
Wróciłam do domu dosyć późno. To całe spotkanie było mega dziwne.
Zupełnie inaczej wyobrażałam sobie charakter Andreasa. W szpitalu wydawał się zbyt pewny siebie, przez co nie miałam, o nim jak najlepszego zdania. Nie ocenia się książki po okładce.
To pasuje tutaj, idealnie.
Był uprzejmy i całkiem... rozgadany? Ciągle rzucał jakimiś żartami. Niektóre były świetne, ale jego poczucie humoru jest dosyć dziwne. Potrafi śmiać się z byle czego. Na szczęście jego śmiech nie należy do najgorszych.
Wręcz przeciwnie.
Jest słodki.
Nasi przyjaciele szybko nas zostawili, tak jakby to wszystko było zaplanowane. Oj, to na pewno tak było. Nie wiem czy im za to dziękować, czy jednak lepiej udawać obrażoną.
Chociaż muszę stwierdzić, że ten czas spędziłam naprawdę miło.
Z nikim tak dawno mi się dobrze nie rozmawiało. Mam nowych przyjaciół, siostrę, ale on jest zupełnie inny. Czułam, że jest to osoba godna zaufania i bez problemu mogę rozmawiać z nim na poważne tematy. Mogłam powiedzieć, mu dosłownie o wszystkim. Z tym chyba jednak, lepiej wstrzymać się do następnych spotkań. O, ile takie w ogóle będą...
Dowiedziałam się, że jest skoczkiem narciarskim. Nie powiem, byłam w szoku.
Już teraz, wiem dlaczego, przed szpitalem było tak wielu fotoreporterów.
Nie wygląda na sportowca. I nie chodzi mi o sam wygląda, tylko o jego charakter, który po raz kolejny mnie zmylił.
Jest wyluzowany i sympatyczny.
Nie obchodzi go to, kim jest. Dopóki nie poznałam prawdy na temat tego, kim jest, w życiu bym na to nie wpadła.
Spotkałam kiedyś, jednego sportowca. Od tamtego wydarzenia, moja sympatia do tej grupy ludzi przeminęła. Po prostu mnie olał. Zresztą nie tylko mnie, a całą grupkę fanów, która czekała naprawdę długi czas, aby się przywitać i pogratulować.
Andreas jest zupełnie inny i to mnie cieszy. Zmienił moje nastawienie do sportowców.
Jedna osoba, a tyle zmian.
Pokazał, że nie wszyscy ludzie myślą tylko i wyłącznie o sobie i pieniądzach.
Spacer po ogromnym parku, późnym wieczorem? Brzmi, jak z najlepszego romantycznego filmu. Mogłabym przysiąc, że nie jedna osoba spacerująca o tej porze pomyślała o nas, jako o parze zakochanych. Czy przeszkadzałoby mi to? Sama nie wiem.
Odprowadził mnie, nawet pod sam dom.
Będąc w środku, Andreas nie opuszcza moich myśli, ani na moment. Co jest dziwne, ponieważ dawno nikt nie zawrócił mi tak w głowie.
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że Emma na pewno będzie starała się wyciągnąć, ze mnie, jak najwięcej informacji, na temat tego wieczoru.
Cóż... to moja przyjaciółka, więc powinnam być z nią szczera. Prawda?
The story
of my life, I take her home
I drive all
night to keep her warm and time
Is frozen
Wróciłam do domu dosyć późno. To całe spotkanie było mega dziwne.
Zupełnie inaczej wyobrażałam sobie charakter Andreasa. W szpitalu wydawał się zbyt pewny siebie, przez co nie miałam, o nim jak najlepszego zdania. Nie ocenia się książki po okładce.
To pasuje tutaj, idealnie.
Był uprzejmy i całkiem... rozgadany? Ciągle rzucał jakimiś żartami. Niektóre były świetne, ale jego poczucie humoru jest dosyć dziwne. Potrafi śmiać się z byle czego. Na szczęście jego śmiech nie należy do najgorszych.
Wręcz przeciwnie.
Jest słodki.
Nasi przyjaciele szybko nas zostawili, tak jakby to wszystko było zaplanowane. Oj, to na pewno tak było. Nie wiem czy im za to dziękować, czy jednak lepiej udawać obrażoną.
Chociaż muszę stwierdzić, że ten czas spędziłam naprawdę miło.
Z nikim tak dawno mi się dobrze nie rozmawiało. Mam nowych przyjaciół, siostrę, ale on jest zupełnie inny. Czułam, że jest to osoba godna zaufania i bez problemu mogę rozmawiać z nim na poważne tematy. Mogłam powiedzieć, mu dosłownie o wszystkim. Z tym chyba jednak, lepiej wstrzymać się do następnych spotkań. O, ile takie w ogóle będą...
Dowiedziałam się, że jest skoczkiem narciarskim. Nie powiem, byłam w szoku.
Już teraz, wiem dlaczego, przed szpitalem było tak wielu fotoreporterów.
Nie wygląda na sportowca. I nie chodzi mi o sam wygląda, tylko o jego charakter, który po raz kolejny mnie zmylił.
Jest wyluzowany i sympatyczny.
Nie obchodzi go to, kim jest. Dopóki nie poznałam prawdy na temat tego, kim jest, w życiu bym na to nie wpadła.
Spotkałam kiedyś, jednego sportowca. Od tamtego wydarzenia, moja sympatia do tej grupy ludzi przeminęła. Po prostu mnie olał. Zresztą nie tylko mnie, a całą grupkę fanów, która czekała naprawdę długi czas, aby się przywitać i pogratulować.
Andreas jest zupełnie inny i to mnie cieszy. Zmienił moje nastawienie do sportowców.
Jedna osoba, a tyle zmian.
Pokazał, że nie wszyscy ludzie myślą tylko i wyłącznie o sobie i pieniądzach.
Spacer po ogromnym parku, późnym wieczorem? Brzmi, jak z najlepszego romantycznego filmu. Mogłabym przysiąc, że nie jedna osoba spacerująca o tej porze pomyślała o nas, jako o parze zakochanych. Czy przeszkadzałoby mi to? Sama nie wiem.
Odprowadził mnie, nawet pod sam dom.
Będąc w środku, Andreas nie opuszcza moich myśli, ani na moment. Co jest dziwne, ponieważ dawno nikt nie zawrócił mi tak w głowie.
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że Emma na pewno będzie starała się wyciągnąć, ze mnie, jak najwięcej informacji, na temat tego wieczoru.
Cóż... to moja przyjaciółka, więc powinnam być z nią szczera. Prawda?
***
Obudziły mnie wibracje, dochodzące spod mojej poduszki. Jak zwykle, zapomniałam o odłożeniu telefonu na szafkę nocną... Mam za swoje. Trzy nowe wiadomości od... Pomyłeczki.
Od: Pomyłeczka :*
Śpisz?
Od: Pomyłeczka :*
Nie mam z kim porozmawiać :((
Od: Pomyłeczka :*
Ehh... Śpij dobrze
Człowieku daj mi spać - pomyślałam i szybko odpisałam na wiadomości.
Do: Pomyłeczka :*
Czemu piszesz do mnie o 3 w nocy?
Wysłałam i odłożyłam telefon na moją szafkę nocną. Dwa razy nie popełnię tego samego błędu. Potrzebuję snu. Zdecydowanie.
***
Kończą się wakacje, co wiąże się z pójściem do nowej szkoły. Do tego dnia pozostał mi równo, tydzień. Znam Emmę, ale obawiam się, ze inny tak łatwo mnie nie zaakceptują. Jeszcze nigdy nie miałam sytuacji, gdzie bałabym się pójścia do szkoły. Może ze starą nie mam najlepszych wspomnień, ale na pewno łatwiej było mi pójść do miejsca, gdzie chociaż kogoś znałam. A tutaj? Sama jak palec.
Najgorsze jest to, ze jestem tą nową. Zdarzają się nastolatkowie, którzy nie lubią, wprowadzać do swojego grona, innych osób. Tym bardziej tych nowych.
Moje obawy są jeszcze większe, ponieważ od Emmy wiem, że do tej samej szkoły, chodzi dwójka naprawdę prześladujących innych chłopaków. Moja przyjaciółka, nigdy nie miała z nimi problemu, ciekawe jak będzie ze mną.
Mam nadzieję, że przejdą w tym roku cudowną przemianę.
Tsa...
Przekonamy się za tydzień. Na razie, żyjmy wakacjami, bo one nadal trwają.
Moja kochana Pomyłeczka, nadal nie odpisała na moją wiadomość, co jest dziwne. Zawsze odpisywał, dosyć szybko. Albo po prostu poszedł spać i ma bardzo twardy sen.
Hałasy z dołu, automatycznie wygrzebują mnie w łóżka. A tam? Jedno wielkie wysypisko papierów i teczek. Wygląda to gorzej, niż podczas przeprowadzki. Zdecydowanie.
- Tato? - wstaje, przez to w końcu mogę go zobaczyć - Co robisz? - pytam z nadzieją, że otrzymam jakąkolwiek odpowiedź.
- Szukam papierów do pracy - odpowiada rozglądając się dookoła. Jeśli myślał, że znajdzie coś w tym bałaganie to chyba się przeliczył... - Chodzi mi dokładniej o grubą żółtą teczkę. Powinna się wyróżniać, przecież większość dokumentów jest w czarnych. - Kontynuuje, a ja w tym czasie próbuję ją odnaleźć. Przerzucam wszystko na wolne miejsce. Dostał ją od mamy na urodziny. Dziwna rzecz, jako prezent, ale wydaje się, że tacie się spodobało.
Ona zawsze wiedziała co jest nam potrzebne. Zawsze kazała nam wszystko odpowiednio segregować, aby w razie potrzeby szybko móc, coś znaleźć. Tata był bałaganiarzem, ale pod wpływem mojej rodzicielki, zmienił się i teraz woli mieć wszystko na swoim miejscu.
Uwielbiała czytać książki.
Gdy byłam, małym dzieckiem, czytała mi do snu. Zawsze znalazła na to czas, mimo że sama chodziła do pracy i musiała zajmować się domem. Nigdy nie miała najmniejszego problemu z tym, by przeczytać nam bajkę na dobranoc, nawet jeśli wracała późnym wieczorem zmęczona z pracy. Nie przeszkadzało jej to, że co i raz wyskakiwałyśmy z zupełnie nowymi książeczkami, w które zaopatrzyłyśmy się w miejscowej bibliotece. Wraz z Dianą byłyśmy stałymi i chyba jedynymi klientkami, tej biblioteki chylącej się ku upadkowi. Czytanie było jedną z licznych pasji mamy. I prawdę mówiąc zaraziła nas tym, w przeciwieństwie do taty, który zwolennikiem czytania nie jest. Owszem tata lubi książki ale zdecydowanie tylko te w zekranizowanej formie.
- Mam! - krzyczy zrywając się na równe nogi. - Teraz tylko muszę dostarczyć ją szefowi. - Mówi mając nadzieję, że zrozumiem o co chodzi.
- Cieszę się, ale ten bajzel mam nadzieję posprzątasz. - Odpowiadam głupio się uśmiechając, po czym tatuś karze mnie krytycznym wzrokiem. - Dobra już dobra. Leć, ja posprzątam. - Posyłam mu szczery uśmiech.
- Jesteś kochana. Dobra lecę, pa słonko. - Sprzedaje mi całusa w policzek i znika za drzwiami wejściowymi. Teraz zostałam sama ze stertą teczek na środku naszego salonu. Przydałaby mi się jakaś pomoc. I jak na zawołanie za mną pojawia się Emma.
- Cześć mała. - Rzuca, siadając przy mnie i od razu zabiera się za porządkowanie teczek.
- Chyba wyczułaś, że jest mi potrzebna sprzątaczka. - Diana by się za to na mnie obraziła, ale nie Emma ona ma wielki dystans do siebie i nawet największe chamstwo potrafi przekręcić w żart. No i miałam rację. Wybucha śmiechem jeszcze prędzej niż mogłabym się tego spodziewać.
Miłą rozmowę z przyjaciółką przerywa dźwięk mojego telefonu. Ale oczywiście mój zapłon jak zwykle jest spóźniony i nim w ogóle zorientowałam się co się dzieje, Emma już z zapałem czyta i układa odpowiedź na wiadomość.
- Mogę chociaż wiedzieć kto do mnie napisał? - Pytam bez zamiaru podniesienia się z podłogi, bo przecież i tak nie odda mi tego telefonu.
- To tylko jakaś głupia reklama. Cholerni naciągacze. - Odpowiada po czym odkłada mój telefon na blat kuchenny i wraca do salonu.
Tylko dlaczego coś podpowiada mi żebym sprawdziła telefon? No cóż intuicja nie daje mi spokoju i wstaję bez słowa udając się do kuchni. O dziwo nie ma tu ani jednej nowej wiadomości, czy też jakiejkolwiek wysłanej.
- Coś ty zrobiła? - Pytam przemierzając mą przyjaciółkę wzdłuż i wszerz podejrzliwym wzrokiem.
- Ja? No coś ty, ja nic nie zrobiłam. - Odpowiada krótko. Ja jednak i tak wiem że ona kłamie i za wszelką cenę dowiem się o co chodzi.
Moje obawy są jeszcze większe, ponieważ od Emmy wiem, że do tej samej szkoły, chodzi dwójka naprawdę prześladujących innych chłopaków. Moja przyjaciółka, nigdy nie miała z nimi problemu, ciekawe jak będzie ze mną.
Mam nadzieję, że przejdą w tym roku cudowną przemianę.
Tsa...
Przekonamy się za tydzień. Na razie, żyjmy wakacjami, bo one nadal trwają.
Moja kochana Pomyłeczka, nadal nie odpisała na moją wiadomość, co jest dziwne. Zawsze odpisywał, dosyć szybko. Albo po prostu poszedł spać i ma bardzo twardy sen.
Hałasy z dołu, automatycznie wygrzebują mnie w łóżka. A tam? Jedno wielkie wysypisko papierów i teczek. Wygląda to gorzej, niż podczas przeprowadzki. Zdecydowanie.
- Tato? - wstaje, przez to w końcu mogę go zobaczyć - Co robisz? - pytam z nadzieją, że otrzymam jakąkolwiek odpowiedź.
- Szukam papierów do pracy - odpowiada rozglądając się dookoła. Jeśli myślał, że znajdzie coś w tym bałaganie to chyba się przeliczył... - Chodzi mi dokładniej o grubą żółtą teczkę. Powinna się wyróżniać, przecież większość dokumentów jest w czarnych. - Kontynuuje, a ja w tym czasie próbuję ją odnaleźć. Przerzucam wszystko na wolne miejsce. Dostał ją od mamy na urodziny. Dziwna rzecz, jako prezent, ale wydaje się, że tacie się spodobało.
Ona zawsze wiedziała co jest nam potrzebne. Zawsze kazała nam wszystko odpowiednio segregować, aby w razie potrzeby szybko móc, coś znaleźć. Tata był bałaganiarzem, ale pod wpływem mojej rodzicielki, zmienił się i teraz woli mieć wszystko na swoim miejscu.
Uwielbiała czytać książki.
Gdy byłam, małym dzieckiem, czytała mi do snu. Zawsze znalazła na to czas, mimo że sama chodziła do pracy i musiała zajmować się domem. Nigdy nie miała najmniejszego problemu z tym, by przeczytać nam bajkę na dobranoc, nawet jeśli wracała późnym wieczorem zmęczona z pracy. Nie przeszkadzało jej to, że co i raz wyskakiwałyśmy z zupełnie nowymi książeczkami, w które zaopatrzyłyśmy się w miejscowej bibliotece. Wraz z Dianą byłyśmy stałymi i chyba jedynymi klientkami, tej biblioteki chylącej się ku upadkowi. Czytanie było jedną z licznych pasji mamy. I prawdę mówiąc zaraziła nas tym, w przeciwieństwie do taty, który zwolennikiem czytania nie jest. Owszem tata lubi książki ale zdecydowanie tylko te w zekranizowanej formie.
- Mam! - krzyczy zrywając się na równe nogi. - Teraz tylko muszę dostarczyć ją szefowi. - Mówi mając nadzieję, że zrozumiem o co chodzi.
- Cieszę się, ale ten bajzel mam nadzieję posprzątasz. - Odpowiadam głupio się uśmiechając, po czym tatuś karze mnie krytycznym wzrokiem. - Dobra już dobra. Leć, ja posprzątam. - Posyłam mu szczery uśmiech.
- Jesteś kochana. Dobra lecę, pa słonko. - Sprzedaje mi całusa w policzek i znika za drzwiami wejściowymi. Teraz zostałam sama ze stertą teczek na środku naszego salonu. Przydałaby mi się jakaś pomoc. I jak na zawołanie za mną pojawia się Emma.
- Cześć mała. - Rzuca, siadając przy mnie i od razu zabiera się za porządkowanie teczek.
- Chyba wyczułaś, że jest mi potrzebna sprzątaczka. - Diana by się za to na mnie obraziła, ale nie Emma ona ma wielki dystans do siebie i nawet największe chamstwo potrafi przekręcić w żart. No i miałam rację. Wybucha śmiechem jeszcze prędzej niż mogłabym się tego spodziewać.
Miłą rozmowę z przyjaciółką przerywa dźwięk mojego telefonu. Ale oczywiście mój zapłon jak zwykle jest spóźniony i nim w ogóle zorientowałam się co się dzieje, Emma już z zapałem czyta i układa odpowiedź na wiadomość.
- Mogę chociaż wiedzieć kto do mnie napisał? - Pytam bez zamiaru podniesienia się z podłogi, bo przecież i tak nie odda mi tego telefonu.
- To tylko jakaś głupia reklama. Cholerni naciągacze. - Odpowiada po czym odkłada mój telefon na blat kuchenny i wraca do salonu.
Tylko dlaczego coś podpowiada mi żebym sprawdziła telefon? No cóż intuicja nie daje mi spokoju i wstaję bez słowa udając się do kuchni. O dziwo nie ma tu ani jednej nowej wiadomości, czy też jakiejkolwiek wysłanej.
- Coś ty zrobiła? - Pytam przemierzając mą przyjaciółkę wzdłuż i wszerz podejrzliwym wzrokiem.
- Ja? No coś ty, ja nic nie zrobiłam. - Odpowiada krótko. Ja jednak i tak wiem że ona kłamie i za wszelką cenę dowiem się o co chodzi.
~~~~~~~~~~~~~~~~~
MÓJ IDOL WYDAŁ PIOSENKĘ! AAAAA
POLECAM CAŁYM SERDUCHEM.
(wspierajcie biedną Kasię, bo teraz będę gadać, o tym przez długi czas)
A tak w ogóle, to hej!
Chyba spóźniłyśmy się tydzień (?), wybaczcie.
Następny najprawdopodobniej, po egzaminach, bo trzeba sobie chyba zacząć przypominać (i tak tego nie zrobię)
Proszę bardzo ładnie, abyście komentowali, bo o ile, liczba wyświetleń idzie w górę, tak nie widzimy komentarzy :/
Buziaki!
I wszyscy słuchamy ballady Harry'ego.
niedziela, 19 marca 2017
Rozdział VIII
* rozdział niesprawdzony
- I co odpisał twój wybranek? - Rzuca z głupim uśmieszkiem Em wyłaniająca się z drzwi łazienki.
- To nie jest mój wybranek. To po pierwsze. Po drugie podał swoje imię i stwierdził że zapewne już śpię więc odezwie się jutro, a po trzecie, czy ty dziewczyno spędzasz w tej łazience każdą wolną chwilę? - odpowiadam "pół żartem pół serio".
- Nie zmieniaj tematu, ok? A tak w ogóle to co poradzisz na to, że ja po prostu już tak mam i lubię przebywać w łazience.
Jak widać głupie pytanie - głupia odpowiedź. Przyglądam się chwilę w milczeniu przyjaciółce czeszącej swoje piękne, długie włosy. Ciągle dziwi mnie to jak można ich nie lubić. Rozumiem, gdyby miała przysłowiowe "dwa włosy na krzyż" jeszcze totalnie zniszczone, ok wybaczyłabym jej, ale ona w prost nienawidzi swoich włosów, mimo iż wszyscy ciągle powtarzają jej że są boskie.
- Więc mówisz, że stwierdził, iż zapewne śpisz taak? - Emma przerywa tę błogą ciszę i za razem moje bezsensowne rozmyślania. -Wiesz, chyba nawet miał rację bo jest już rzeczywiście późno a rano musimy wcześnie wstać. - Kontynuuje nie czekając na moją odpowiedź.
- Czy łaskawie mogłabyś poinformować mnie po cóż chcesz zrywać się wcześnie rano w wakacje? W WAKACJE?! - Próbuję udawać poważną ale chyba średnio mi to wychodzi.
- A czy wiesz że ciekawość to pierwszy stopień do piekła? Hmmm?... Wszystkiego dowiesz się w swoim czasie. A teraz dobranoc. - Posyła mi chyba serdeczny uśmiech. Trudno ocenić.
- Dobranoc, choć teraz nie wiem czy będę w stanie spać spokojnie. - Odpowiadam bez większych emocji, po czym gaśnie światło i jak nigdy w spokoju układamy się do snu.
No no. Lubię takie pozytywne zmiany.
Olivia... Olivia... Olivia...
Moje myśli wciąż powtarzają to imię a z każdym powtórzeniem staje się ono piękniejsze i nabiera głębszego sensu. Moja mama zawsze mówiła że mam dobrą intuicję co do ludzi. A w tym momencie moja intuicja mówi mi, iż ta Olivia to całkiem fajna i miła osóbka.
Musi być też dość nieśmiała, skoro mimo tylu wiadomości, jednak nie chciała przedstawić swojego imienia. Przecież ono jest piękne. I czuję, że jego właścicielka również. Fajnie się w nią pisało, mam nadzieję, że to nie koniec naszej znajomości, o ile można tak to nazwać.
I pomyśleć, że gdyby nie moja (chyba) "dziewczyna" bo nie mam pojęcia czy ona w ogóle jeszcze pamięta o moim istnieniu, to nigdy nie nawiązałbym tego kontaktu z Olivią.
Właśnie, dziewczyna, moja dziewczyna.
Wyraz mojej twarzy gwałtownie się zmienia. Z roześmianej od ucha do ucha mordki przeskakuję na zamyślonego, poważnego mężczyznę. I znowu wszystko wraca. Wszystkie wspomnienia, rozmowy, wyjazdy z nią związane. Może nie było ich wiele, ale widocznie wystarczająco tyle by moje serce oddało jej się bez pamięci.
Jak widać ona chyba już dawno straciła serce. Narobiła mi nadziei i co?
I zostawiła bez słowa jak psa. A przecież do cholery chyba jakieś wyjaśnienie mi się należy prawda? Wystarczyłoby chociażby głupie "przepraszam", czy "wybacz" no cokolwiek a nie ja teraz ciągle rozmyślam, nie śpię po nocach bo wciąż o niej myślę, myślę czy nic jej się nie stało, czy wszystko w porządku, a ta zapewne ani przez chwilę nie pomyślała ani o tym że się martwię, ani o tym, by dać jakiś znak życia, no nic. Zapewne teraz gdzieś się dobrze bawi z kimś innym, jednocześnie mając mnie totalnie w dupie. Mówią, że jeśli komuś zależy to się odzywa. Jej chyba wcale nie zależy, skoro od dwóch miesięcy ani raz nie raczyła się odezwać.
No cóż... Powiadają również "jeśli kogoś kochasz, daj mu wolność". Może coś w tym jest? Może to już czas... Andreas do cholery może to już czas o niej zapomnieć, przestać żyć wspomnieniami i tym co było, a zacząć żyć tym co będzie, tym co może się zdarzyć.
Mieć nadzieję na lepsze jutro... Nie wiem! Nie wiem! Nie wiem! Nie wiem! Nie mam pojęcia co o tym wszystkim myśleć, co z tym zrobić. Chyba powinienem pogadać o tym z Tomem. Jedyny rozsądny który potrafi przywrócić mój rozum na miejsce i sprawić by zaczął funkcjonować jak należy.
Chwytam za telefon by do niego niezwłocznie zadzwonić i aż nie wierzę własnym oczom. Że niby te całe rozmyślania zajęły mi aż tyle czasu!? Zegarek na wyświetlaczu wskazuje 3:30. Pierwsza myśl - coś się zepsuło, ale czyżby wszystkie zegary w domu mi padły?
Każdy z nich wskazuje tę samą godzinę. Mianowicie 3:30. Dobra Tom to mój przyjaciel i zawsze mi pomoże ale bez przesady przecież nie zadzwonię do niego o tej porze. No Andreas weź ty się walnij w ten głupi łeb. Z resztą mi również przyda się nieco snu, a z tym telefonem poczekam do rana. Może jak się z tym wszystkim prześpię to rozwiązanie samo przyjdzie mi do głowy i nie będę musiał zawalać mu głowy moimi problemami?
Oby...
Raz śpię, raz nie. Co chwila się budzę, i nie dość że ciągle mam ochotę pisać z moją Pomyłeczką, to jeszcze Emma powiedziała mi coś co nie daje mi spokoju. Co ona może mieć do załatwienia? Nie mam pojęcia, ale mniejsza z tym. Coś wewnątrz mnie każe mi napisać do Niego. Ale z drugiej strony nie chcę wyjść na jakąś walniętą psychopatkę która nie śpi sama po nocach i innym nie daje spać pisząc do nich wiadomości. Ale coś ciągle nie daje mi spokoju i podświadomie sięgam po telefon. Nawet nie zorientowałam się kiedy wcisnęłam przycisk "wyślij". Dobra skoro już poszło to może teraz chociaż przeczytam co napisałam?
Do Pomyłeczka:
Ładne imię:). Śpisz? Przepraszam za porę ale totalnie nie mogę spać.
Ja chyba zwariowałam! Nosz kuźwa jest 4:20 a ja pisze SMS'a do chłopaka którego nie znam, bo wydaje mi się tak bliski jakbym znała go od piaskownicy. Olivia co się z tobą dziej? Ogarnij się! No weź! Byłam święcie przekonana że nie dostanę żadnej odpowiedzi nie wcześniej niż za kilka godzin co najmniej a tu bum! Wibracja. ~masz 1 nową wiadomość~ I już mimowolnie się uśmiecham.
Od Pomyłeczka:
Nie śpię, jak widać nie tylko Ty nie możesz zasnąć.
Uśmiech rośnie a kciuki same rwą sie do pisania. Tak też spędziłam pozostałe 3 godziny na wymianie wiadomości z Andreasem, podczas gdy Emma spała jak zabita. Ona tak słodko śpi, jeszcze się ślini. Oooo... Tylko nie wiem czy to bardziej słodkie czy może obleśne.
...
Dokładnie o 7:20 Emma zerwała się z łóżka i zaczęła biegać po pokoju w poszukiwaniu ciuchów i kosmetyków jak oparzona, ale na mój widok totalnie przystopowała i stanęła jak wryta wpatrując się we mnie niedowierzając.
- Dzień dobry. - mówię, oczywiście nie mogąc powstrzymać się od śmiechu.
- To jakiś żart? Ukryta kamera czy co? Że niby ty już na nogach? Nie no ja chyba śnię. - odpowiada głupiutkim głosem z wywalonymi ze zdziwienia oczami co jeszcze bardziej wzbudza we mnie śmiech.
- Cóż za miłe powitanie z samego rana. - Rzucam krytycznym głosem. - A co ja to nie mogę raz wcześnie wstać?
- Nie no możesz ale po prostu to do ciebie nie podobne. - Mówi i w tym samym momencie zauważa mój telefon wibrujący na łóżku. - Ahaa ja już chyba wiem czemu ty nie śpisz... Przyznaj się piszesz z nim! I pisałaś całą noc prawda? - Unosi teatralnie brew.
- Oj dobra tak, ale wcale nie pisałam z nim całą noc.
- Nie??
- Nie. Tylko od 3 godzin. - mówię ze szczerym uśmiechem na twarzy.
- No to rzeczywiście nie cała noc tylko pół. - odpowiada ze śmiechem. - Ktoś tu się zakoooochaaaaał nanana zakochana para Olivia i iiii, um no właśnie jak on ma na imię? - zaczyna mi tu śpiewać.
- Wcale się nie zakochałam!!! - stanowczo zaprzeczam twierdzeniom przyjaciółki.
- Tak tak i w krasnoludki też wierzę kochana. - Puszcza mi oczko. - No, to jak on ma na imię? - Dodaje.
- Andreas.
- Ooo ładne imię. ... Czekaj czekaj, że jak?! - krzyczy z przerażeniem a ja nie mam pojęcia o co jej chodzi.
- No Andreas a co? - Szybko odpowiadam usiłując wydusić z niej sensowną odpowiedź.
- A nie nic. - Mówi wpatrując się w okno choć nie do końca jej wierzę. Muszę się dowiedzieć dlaczego tak zareagowała. Coś musi być na rzeczy nie ma co.
No gdzie do cholery są te dziewczyny? Przecież umówiliśmy się, że o 7:30 będą na mnie czekały w parku. Obie. A tym czasem co widzę? Otóż parka świecący pustkami. A dlaczego? A dlatego, że w wakacje o tej godzinie normalni ludzie jeszcze śpią. I po co ja się tak wcześnie zrywałem? Czemu ja zawsze wierzę, że tego dnia jednak Emma się nie spóźni? Głupi jestem, przecież to Emma. To nasza Emma. Ona zawsze się spóźnia. Wyciągam telefon z kieszeni spodni, by sprawdzić która godzina i w tym samym momencie dostaję SMS'a. No i o wilku mowa.
Od Emma:
Tom przepraszam, ale zaspałam, a Olivia nawet mnie nie obudziła. Na pewno już na nas czekasz w parku, ale to bez sensu. Zejdzie nam jeszcze kilkanaście minut więc może już pójdziesz po Andreasa? Jeszcze raz przepraszam. Do zobaczenia i buziaki.:*
Ugh... normalka. Dobra po co będę tu stał bezczynnie i tracił czas? Pójdę po tego gościa, choć znając życie on zapewne jeszcze śpi i będę musiał zmierzyć się z jego kamiennym snem. Czeka mnie trudne zadanie, ale cóż, muszę sobie z nim poradzić.
Godzina 7 rano.
Jak na mnie to dość wczesna pora na wstawanie, pomijając fakt, że przez całą noc nawet nie przymknąłem oczu. Może się prześpię. Kurde, chyba jednak nie. Wcześniej nie mogłem zasnąć, bo męczyły mnie mało przyjemne rozmyślenia. Teraz z kolei nie mogę spać, bo czuję że Olivia jest cudowna. No w końcu przepisałem z nią kilka ładnych godzin i chyba już nawet nieco ją poznałem...
Odkładam telefon na komodę, układam głowę do poduszki, zamykam oczy i już prawie..., gdy nagle słyszę dzwonek do drzwi. NA SERIO!? Ludzie no kogo do mnie niesie o tej godzinie? Dzwonek powtarza się raz, drugi i trzeci.
- No idę! Pali się czy co?! - krzyczę poirytowanym głosem, jednocześnie wkładając szlafrok. Niechętnym krokiem zmierzam ku drzwiom wejściowym. Znowu dzwonek.
- Co do jasnej... Tom? - Totalnie mnie zdziwił widok Toma przed moim domem o tej porze.
- No nareszcie! - Nie czekając na zaproszenie ładuje mi się do środka. - Zapewne spałeś, hmm? Obudziłem cię? - Głupio pyta.
- Yyy, no wiesz...
- Dobra mniejsza z tym, zbieraj się musimy coś załatwić. - Przerywa mnie i rzuca we mnie spodniami, wskazując palcem drzwi łazienki. Nawet boję się o cokolwiek zapytać więc bez żadnego protestu zmierzam do łazienki. 10 minut później jestem już gotowy, ale w korytarzu ani żywej duszy. Wkraczam do kuchni i co widzę? Mojego kochanego przyjaciela, który wpierdziela moje żarcie.
- Smacznego. - Rzucam. Chyba mnie nie widział, bo tak się wystraszył, że aż podskoczył na krześle, co wzbudziło mój śmiech.
- Sorry, nie jadłem śniadania. Chcesz?
- Nie dzięki, jakoś nie jestem głodny. - Przyglądam mu się chwilę w milczeniu po czym pytam. - Więc, cóż to za ważna sprawa, którą musimy załatwić była na tyle niecierpiąca zwłoki, że wparowałeś mi tak rano do domu?
- Która godzina? - Odpowiada pytaniem na pytanie.
- Dokładnie 7:53.
- Dobra chodź. Czas na nas. - Odpowiada, a ja nadal nic nie rozumiem.
Z tego co widzę zmierzamy do parku. Droga mija nam w ciszy, choć na usta co chwila cisną mi się nowe pytania. Widzę jak po drodze przyjaciel wymienia z kimś kilka SMS'ów , po czym chowa telefon do kieszeni i przerywa ciszę słowami:
- Już na nas czekają.
- Ale kto? - Pytam zdezorientowany.
W formie odpowiedzi Tom wskazuje mi dwie dziewczyny stojące nieopodal. Jedną z nich znam. To Emma jego przyjaciółka. Ale ta druga? Piękna ale zupełnie nie mam pojęcia kto to taki choć mam dziwne wrażenie, że już nie raz ją widziałem. Tom i Emma przywitali się po czym skierowali do naszej dwójki słowa "Zapoznajcie się.". Jak na mężczyznę przystało, wziąłem jej dłoń i ucałowałem mówiąc:
- Jestem Andreas...
♫♫♫
Olivia
Well I
Found a woman, stronger than anyone I know
She shares
My dreams, I hope that someday I’ll share her home
I found a
Love, to carry more than just my secrets
To carry
Love, to carry children of our own
Found a woman, stronger than anyone I know
She shares
My dreams, I hope that someday I’ll share her home
I found a
Love, to carry more than just my secrets
To carry
Love, to carry children of our own
~ Ed Sheeran - Perfect (piosenka wyżej w załączniku)
- I co odpisał twój wybranek? - Rzuca z głupim uśmieszkiem Em wyłaniająca się z drzwi łazienki.
- To nie jest mój wybranek. To po pierwsze. Po drugie podał swoje imię i stwierdził że zapewne już śpię więc odezwie się jutro, a po trzecie, czy ty dziewczyno spędzasz w tej łazience każdą wolną chwilę? - odpowiadam "pół żartem pół serio".
- Nie zmieniaj tematu, ok? A tak w ogóle to co poradzisz na to, że ja po prostu już tak mam i lubię przebywać w łazience.
Jak widać głupie pytanie - głupia odpowiedź. Przyglądam się chwilę w milczeniu przyjaciółce czeszącej swoje piękne, długie włosy. Ciągle dziwi mnie to jak można ich nie lubić. Rozumiem, gdyby miała przysłowiowe "dwa włosy na krzyż" jeszcze totalnie zniszczone, ok wybaczyłabym jej, ale ona w prost nienawidzi swoich włosów, mimo iż wszyscy ciągle powtarzają jej że są boskie.
- Więc mówisz, że stwierdził, iż zapewne śpisz taak? - Emma przerywa tę błogą ciszę i za razem moje bezsensowne rozmyślania. -Wiesz, chyba nawet miał rację bo jest już rzeczywiście późno a rano musimy wcześnie wstać. - Kontynuuje nie czekając na moją odpowiedź.
- Czy łaskawie mogłabyś poinformować mnie po cóż chcesz zrywać się wcześnie rano w wakacje? W WAKACJE?! - Próbuję udawać poważną ale chyba średnio mi to wychodzi.
- A czy wiesz że ciekawość to pierwszy stopień do piekła? Hmmm?... Wszystkiego dowiesz się w swoim czasie. A teraz dobranoc. - Posyła mi chyba serdeczny uśmiech. Trudno ocenić.
- Dobranoc, choć teraz nie wiem czy będę w stanie spać spokojnie. - Odpowiadam bez większych emocji, po czym gaśnie światło i jak nigdy w spokoju układamy się do snu.
Andreas
No no. Lubię takie pozytywne zmiany.
Olivia... Olivia... Olivia...
Moje myśli wciąż powtarzają to imię a z każdym powtórzeniem staje się ono piękniejsze i nabiera głębszego sensu. Moja mama zawsze mówiła że mam dobrą intuicję co do ludzi. A w tym momencie moja intuicja mówi mi, iż ta Olivia to całkiem fajna i miła osóbka.
Musi być też dość nieśmiała, skoro mimo tylu wiadomości, jednak nie chciała przedstawić swojego imienia. Przecież ono jest piękne. I czuję, że jego właścicielka również. Fajnie się w nią pisało, mam nadzieję, że to nie koniec naszej znajomości, o ile można tak to nazwać.
I pomyśleć, że gdyby nie moja (chyba) "dziewczyna" bo nie mam pojęcia czy ona w ogóle jeszcze pamięta o moim istnieniu, to nigdy nie nawiązałbym tego kontaktu z Olivią.
Właśnie, dziewczyna, moja dziewczyna.
Wyraz mojej twarzy gwałtownie się zmienia. Z roześmianej od ucha do ucha mordki przeskakuję na zamyślonego, poważnego mężczyznę. I znowu wszystko wraca. Wszystkie wspomnienia, rozmowy, wyjazdy z nią związane. Może nie było ich wiele, ale widocznie wystarczająco tyle by moje serce oddało jej się bez pamięci.
Jak widać ona chyba już dawno straciła serce. Narobiła mi nadziei i co?
I zostawiła bez słowa jak psa. A przecież do cholery chyba jakieś wyjaśnienie mi się należy prawda? Wystarczyłoby chociażby głupie "przepraszam", czy "wybacz" no cokolwiek a nie ja teraz ciągle rozmyślam, nie śpię po nocach bo wciąż o niej myślę, myślę czy nic jej się nie stało, czy wszystko w porządku, a ta zapewne ani przez chwilę nie pomyślała ani o tym że się martwię, ani o tym, by dać jakiś znak życia, no nic. Zapewne teraz gdzieś się dobrze bawi z kimś innym, jednocześnie mając mnie totalnie w dupie. Mówią, że jeśli komuś zależy to się odzywa. Jej chyba wcale nie zależy, skoro od dwóch miesięcy ani raz nie raczyła się odezwać.
No cóż... Powiadają również "jeśli kogoś kochasz, daj mu wolność". Może coś w tym jest? Może to już czas... Andreas do cholery może to już czas o niej zapomnieć, przestać żyć wspomnieniami i tym co było, a zacząć żyć tym co będzie, tym co może się zdarzyć.
Mieć nadzieję na lepsze jutro... Nie wiem! Nie wiem! Nie wiem! Nie wiem! Nie mam pojęcia co o tym wszystkim myśleć, co z tym zrobić. Chyba powinienem pogadać o tym z Tomem. Jedyny rozsądny który potrafi przywrócić mój rozum na miejsce i sprawić by zaczął funkcjonować jak należy.
Chwytam za telefon by do niego niezwłocznie zadzwonić i aż nie wierzę własnym oczom. Że niby te całe rozmyślania zajęły mi aż tyle czasu!? Zegarek na wyświetlaczu wskazuje 3:30. Pierwsza myśl - coś się zepsuło, ale czyżby wszystkie zegary w domu mi padły?
Każdy z nich wskazuje tę samą godzinę. Mianowicie 3:30. Dobra Tom to mój przyjaciel i zawsze mi pomoże ale bez przesady przecież nie zadzwonię do niego o tej porze. No Andreas weź ty się walnij w ten głupi łeb. Z resztą mi również przyda się nieco snu, a z tym telefonem poczekam do rana. Może jak się z tym wszystkim prześpię to rozwiązanie samo przyjdzie mi do głowy i nie będę musiał zawalać mu głowy moimi problemami?
Oby...
Olivia
Raz śpię, raz nie. Co chwila się budzę, i nie dość że ciągle mam ochotę pisać z moją Pomyłeczką, to jeszcze Emma powiedziała mi coś co nie daje mi spokoju. Co ona może mieć do załatwienia? Nie mam pojęcia, ale mniejsza z tym. Coś wewnątrz mnie każe mi napisać do Niego. Ale z drugiej strony nie chcę wyjść na jakąś walniętą psychopatkę która nie śpi sama po nocach i innym nie daje spać pisząc do nich wiadomości. Ale coś ciągle nie daje mi spokoju i podświadomie sięgam po telefon. Nawet nie zorientowałam się kiedy wcisnęłam przycisk "wyślij". Dobra skoro już poszło to może teraz chociaż przeczytam co napisałam?
Do Pomyłeczka:
Ładne imię:). Śpisz? Przepraszam za porę ale totalnie nie mogę spać.
Ja chyba zwariowałam! Nosz kuźwa jest 4:20 a ja pisze SMS'a do chłopaka którego nie znam, bo wydaje mi się tak bliski jakbym znała go od piaskownicy. Olivia co się z tobą dziej? Ogarnij się! No weź! Byłam święcie przekonana że nie dostanę żadnej odpowiedzi nie wcześniej niż za kilka godzin co najmniej a tu bum! Wibracja. ~masz 1 nową wiadomość~ I już mimowolnie się uśmiecham.
Od Pomyłeczka:
Nie śpię, jak widać nie tylko Ty nie możesz zasnąć.
Uśmiech rośnie a kciuki same rwą sie do pisania. Tak też spędziłam pozostałe 3 godziny na wymianie wiadomości z Andreasem, podczas gdy Emma spała jak zabita. Ona tak słodko śpi, jeszcze się ślini. Oooo... Tylko nie wiem czy to bardziej słodkie czy może obleśne.
...
Dokładnie o 7:20 Emma zerwała się z łóżka i zaczęła biegać po pokoju w poszukiwaniu ciuchów i kosmetyków jak oparzona, ale na mój widok totalnie przystopowała i stanęła jak wryta wpatrując się we mnie niedowierzając.
- Dzień dobry. - mówię, oczywiście nie mogąc powstrzymać się od śmiechu.
- To jakiś żart? Ukryta kamera czy co? Że niby ty już na nogach? Nie no ja chyba śnię. - odpowiada głupiutkim głosem z wywalonymi ze zdziwienia oczami co jeszcze bardziej wzbudza we mnie śmiech.
- Cóż za miłe powitanie z samego rana. - Rzucam krytycznym głosem. - A co ja to nie mogę raz wcześnie wstać?
- Nie no możesz ale po prostu to do ciebie nie podobne. - Mówi i w tym samym momencie zauważa mój telefon wibrujący na łóżku. - Ahaa ja już chyba wiem czemu ty nie śpisz... Przyznaj się piszesz z nim! I pisałaś całą noc prawda? - Unosi teatralnie brew.
- Oj dobra tak, ale wcale nie pisałam z nim całą noc.
- Nie??
- Nie. Tylko od 3 godzin. - mówię ze szczerym uśmiechem na twarzy.
- No to rzeczywiście nie cała noc tylko pół. - odpowiada ze śmiechem. - Ktoś tu się zakoooochaaaaał nanana zakochana para Olivia i iiii, um no właśnie jak on ma na imię? - zaczyna mi tu śpiewać.
- Wcale się nie zakochałam!!! - stanowczo zaprzeczam twierdzeniom przyjaciółki.
- Tak tak i w krasnoludki też wierzę kochana. - Puszcza mi oczko. - No, to jak on ma na imię? - Dodaje.
- Andreas.
- Ooo ładne imię. ... Czekaj czekaj, że jak?! - krzyczy z przerażeniem a ja nie mam pojęcia o co jej chodzi.
- No Andreas a co? - Szybko odpowiadam usiłując wydusić z niej sensowną odpowiedź.
- A nie nic. - Mówi wpatrując się w okno choć nie do końca jej wierzę. Muszę się dowiedzieć dlaczego tak zareagowała. Coś musi być na rzeczy nie ma co.
Tom
No gdzie do cholery są te dziewczyny? Przecież umówiliśmy się, że o 7:30 będą na mnie czekały w parku. Obie. A tym czasem co widzę? Otóż parka świecący pustkami. A dlaczego? A dlatego, że w wakacje o tej godzinie normalni ludzie jeszcze śpią. I po co ja się tak wcześnie zrywałem? Czemu ja zawsze wierzę, że tego dnia jednak Emma się nie spóźni? Głupi jestem, przecież to Emma. To nasza Emma. Ona zawsze się spóźnia. Wyciągam telefon z kieszeni spodni, by sprawdzić która godzina i w tym samym momencie dostaję SMS'a. No i o wilku mowa.
Od Emma:
Tom przepraszam, ale zaspałam, a Olivia nawet mnie nie obudziła. Na pewno już na nas czekasz w parku, ale to bez sensu. Zejdzie nam jeszcze kilkanaście minut więc może już pójdziesz po Andreasa? Jeszcze raz przepraszam. Do zobaczenia i buziaki.:*
Ugh... normalka. Dobra po co będę tu stał bezczynnie i tracił czas? Pójdę po tego gościa, choć znając życie on zapewne jeszcze śpi i będę musiał zmierzyć się z jego kamiennym snem. Czeka mnie trudne zadanie, ale cóż, muszę sobie z nim poradzić.
Andreas
Godzina 7 rano.
Jak na mnie to dość wczesna pora na wstawanie, pomijając fakt, że przez całą noc nawet nie przymknąłem oczu. Może się prześpię. Kurde, chyba jednak nie. Wcześniej nie mogłem zasnąć, bo męczyły mnie mało przyjemne rozmyślenia. Teraz z kolei nie mogę spać, bo czuję że Olivia jest cudowna. No w końcu przepisałem z nią kilka ładnych godzin i chyba już nawet nieco ją poznałem...
Odkładam telefon na komodę, układam głowę do poduszki, zamykam oczy i już prawie..., gdy nagle słyszę dzwonek do drzwi. NA SERIO!? Ludzie no kogo do mnie niesie o tej godzinie? Dzwonek powtarza się raz, drugi i trzeci.
- No idę! Pali się czy co?! - krzyczę poirytowanym głosem, jednocześnie wkładając szlafrok. Niechętnym krokiem zmierzam ku drzwiom wejściowym. Znowu dzwonek.
- Co do jasnej... Tom? - Totalnie mnie zdziwił widok Toma przed moim domem o tej porze.
- No nareszcie! - Nie czekając na zaproszenie ładuje mi się do środka. - Zapewne spałeś, hmm? Obudziłem cię? - Głupio pyta.
- Yyy, no wiesz...
- Dobra mniejsza z tym, zbieraj się musimy coś załatwić. - Przerywa mnie i rzuca we mnie spodniami, wskazując palcem drzwi łazienki. Nawet boję się o cokolwiek zapytać więc bez żadnego protestu zmierzam do łazienki. 10 minut później jestem już gotowy, ale w korytarzu ani żywej duszy. Wkraczam do kuchni i co widzę? Mojego kochanego przyjaciela, który wpierdziela moje żarcie.
- Smacznego. - Rzucam. Chyba mnie nie widział, bo tak się wystraszył, że aż podskoczył na krześle, co wzbudziło mój śmiech.
- Sorry, nie jadłem śniadania. Chcesz?
- Nie dzięki, jakoś nie jestem głodny. - Przyglądam mu się chwilę w milczeniu po czym pytam. - Więc, cóż to za ważna sprawa, którą musimy załatwić była na tyle niecierpiąca zwłoki, że wparowałeś mi tak rano do domu?
- Która godzina? - Odpowiada pytaniem na pytanie.
- Dokładnie 7:53.
- Dobra chodź. Czas na nas. - Odpowiada, a ja nadal nic nie rozumiem.
Z tego co widzę zmierzamy do parku. Droga mija nam w ciszy, choć na usta co chwila cisną mi się nowe pytania. Widzę jak po drodze przyjaciel wymienia z kimś kilka SMS'ów , po czym chowa telefon do kieszeni i przerywa ciszę słowami:
- Już na nas czekają.
- Ale kto? - Pytam zdezorientowany.
W formie odpowiedzi Tom wskazuje mi dwie dziewczyny stojące nieopodal. Jedną z nich znam. To Emma jego przyjaciółka. Ale ta druga? Piękna ale zupełnie nie mam pojęcia kto to taki choć mam dziwne wrażenie, że już nie raz ją widziałem. Tom i Emma przywitali się po czym skierowali do naszej dwójki słowa "Zapoznajcie się.". Jak na mężczyznę przystało, wziąłem jej dłoń i ucałowałem mówiąc:
- Jestem Andreas...
~~~~~~~~~~~~~~~~
Witajcie! ♥
Jeśli mam być szczera, to myślałam, że nasza przerwa będzie dłuższa, ale jak widać stało się zupełnie inaczej.
Na razie jest dosyć spokojnie. Chyba.
Głupia sytuacja, bo Kasia zawsze wstawia za mało przecinków, a ja za dużo i kurczę, mamy problem :')) Mamy dużo pomysłów, ale nie umiemy tego przelać tutaj. Co również jest dziwne, bo na wypracowaniach z polskiego, możemy pisać i pisać.
Rozdziały się piszą i chyba nawet wiemy, jak się to wszystko zakończy (brawa dla Kasi).
I to byłoby chyba na tyle.
Jeśli ktoś coś to zapraszam na mojego Twittera (jestem uzależniona) krasnaalxd jestem tam codziennie, więc ten.
Buziaki ♥♥♥
KOMENTUJCIE TO CHCEMY WIEDZIEĆ CZY JEST SENS PISANIAAA
A! I zapraszam --> MACIE TU WEJŚĆ KC ♥
Po dzisiejszym konkursie umarłam
A! I zapraszam --> MACIE TU WEJŚĆ KC ♥
Po dzisiejszym konkursie umarłam
niedziela, 5 marca 2017
POWRACAMY
Moja Kinga (kocham cię xxx) chyba się nudzi i kazała mi zacząć dodawać rozdziały.
Nudzi się dziewczyna w tych Niemczech i szantażuje.
Powracamy, ale mamy tylko 4 rozdziały do przodu (brawo dziewczyny, jesteście leniwe).
A tak serio to nauka, robi swoje heh. Wszystko byłoby ok, ale kochany ksiądz bez pytań do bierzmo nie dopuszczał, więc 154 pytania na raz. Dodać podanie, które pisałam chyba cztery razy (?)
I PRÓBY O 9 RANO KIEDY W KOŚCIELE JEST ZIMNO I TRWA TO DWIE GODZINY. (czemu ciągle narzekam?)
Um... Mamy w tym roku również egzaminy, przez co prawie codziennie kończymy po 8 lekcjach i nie ma kiedy pisać.
Także, blog zostaje odwieszony (?), ALE rozdziały mogą nie pojawiać się regularnie.
Jeden na dwa tygodnie, będzie chyba okeeeej.
Zapewne, wszyscy o nas zapomnieli (ehh), ponieważ trochę nas tu nie było i ludzie mają lepsze rzeczy do roboty.
Przepraszam, ale dawno nie pisałam i za bardzo nie wiem jak sklejać zdania -,-
Powiem wam tyle: Pojawią się nowi bohaterowie. Dwójka.
Pomysł pojawił się na polskim (śmiejcie się) kiedy to cała klasa, oprócz nas poprawiała pracę klasową.
Jaka będzie ich rola? Dowiecie się potem. Powiem tyle, że zagrają ich: (wstawię gify/jpg aby pokazać, jak mniej więcej będą wyglądać)
Harry Styles (MÓJ MĄŻ)
(wygląd z 2013 bo w długich włosach za bardzo by mi nie pasował kurczaczki)

i Dawid Kwiatkowski (to mąż Kasi)

Od razu mówię, że będą tylko tak wyglądać, no może imiona także będą te same. Po prostu głównych bohaterów z wyglądu mniej więcej znacie, a ta dwójka trochę namiesza.
I CHOLERA JASNA POLSCY SKOCZKOWIE MISTRZAMI ŚWIATA (ZAPŁON)

Kochamy xxx
I CHOLERA JASNA POLSCY SKOCZKOWIE MISTRZAMI ŚWIATA (ZAPŁON)
Kochamy xxx
niedziela, 18 września 2016
ZAWIESZAMY
*♫♫♫*
To była ciężka decyzja, ale chyba najlepsza dla nas wszystkich.
Mam nadzieję, że żałować nie będziemy.
Nie wiemy, ile ta przerwa będzie trwać... miesiąc, może dwa?
Jedną z przyczyn tego wszystkiego jest na pewno brak czasu.
Nauka wchłania nas kompletnie, a to dopiero początek. Całe tygodnie mamy zajęte przez liczne sprawdziany czy klasówki. Do tego dojdą dodatkowe zajęcia z matematyki, czy nawet z historii, bo pan już się zadeklarował, iż takie nam zrobi. Powtórki materiałów z geografii, biologii i fizyki.
Daty z historii. Naprawdę sporo wzorów z fizyki. W piątki prawdopodobnie również dodatkowe zajęcia z angielskiego. A do tego wszystkie bieżące lekcje.
Ja już teraz ledwo sobie radzę, a mamy połowę września. Dodatkowo już mam problemy z niemieckim chociaż zawsze radziłam sobie z nim w miarę okej. Kasi idzie troszkę lepiej, ale cóż... perfekcyjnie to nie jest :'))
Powód drugi?
W wakacje wydarzyła się pewna przygoda, która zostawiła mały uszczerbek w mojej psychice. A jeśli dołoży się do tego fakt, że osoba z którą spędziłaś część wakacji teraz nawet nie chce się pogodzić to powiększa cierpienia. Trochę chamskie, ale najważniejsze, aby mieć przy sobie tych, którzy mimo największej kłótni są przy tobie (Tak, to o Tobie Kasia ♥ ).
Trzeci powód...
Magda jest głupia i ma pełno pomysłów, ale nie umie tego przelać tutaj.
+ w mojej głowie narodził się pomysł na zupełnie inną historię (trochę dziwne połączenie bohaterów, ale w mojej główce wszystko jest możliwe).
Przyczyna czwarta
Zawodzę was wszystkich, jeśli chodzi o moją aktywność na waszym blogach. W ogóle mnie tam nie ma. PRZEPRASZAM WAS BARDZO KOCHANE ♥♥♥
Nie chce zawodzić moich słoneczek jeszcze bardziej :((
No to czas na powód piąty...
Mój brat zaczął teraz czwartą klasę i nagle wszyscy proszą mnie o pomoc. A to przyroda, a to angielski. Sprawę pogarsza fakt, że jest on bardzo leniwy i zanim on poprosi cię o pomoc to ty masz już inne rzeczy do roboty...
Powód szósty (ostatni) ...
Kiedy mam chociaż troszkę wolnego czasu staram się go spędzić z dziadkiem. On też ma swoje lata, a chciałabym spędzić z nim jak najwięcej czasu. Był ze mną w wielu trudnych momentach i to nas naprawdę zbliżyło do siebie.
No cóż... Możecie nas zabić. Macie moją zgodę.
Będziemy pomalutku pisać, a kiedy uznamy, że nadszedł właściwy czas wrócimy.
Mamy nadzieję, że będzie ktoś na nas czekał :/
Buziaki :*!
Kochamy Was najbardziej na świecie ♥♥♥
Gdybyście czegoś potrzebowali czy coś to:
Instagram: krasnaal
Twitter: @krasnaalxd
ewentualnie mój mail - magda5luty@onet.pl (oryginalne wiem wiem)
I może żeby zdenerwować Kasię podam jej instagrama (♥) - kasix_005
PRZEPRASZAMY I DO ZOBACZENIA ♥
czwartek, 25 sierpnia 2016
Rozdział VII
Z góry przepraszam za błędy :*
- tydzień później, Olivia -
Diana odzyskała, pełną świadomość 4 dni temu. Dawno nie cieszyłam się tak bardzo, jak tamtego dnia.
Razem z tatą podejrzewamy, że do poprawy jej stanu zdrowia, przyczyniła się codzienna obecność Tom'a. Słyszałam nawet, jak mówił jej pewne słowa, które na pewno uszczęśliwiłyby niejedną kobietę na ziemi. Może nie były one tak piękne, jak Kocham Cię, ale to co powiedział Tom, jest pewnym fundamentem, aby z czasem je usłyszeć. Zależy mu, na niej. Dodatkiem do tego, były najprawdziwsze łzy, które spływały po jego policzkach i skapywały wprost na dłoń mojej jedynej siostry.
Odkąd się wybudziła, nie było dnia bez ich długiej rozmowy. Z początku były, one dosyć spokojne, a teraz? Istne szaleństwo. Rozmawiają chyba o wszystkim co tylko możliwe.
Ale chyba na tym, kończą się dobre wieści.
Teraz czas na te gorsze:
Teraz czas na te gorsze:
Po pierwsze - nieznajomy nie odpisuje na moje wiadomości. Nie dziwię mu się, ale ja się naprawdę martwię. Mógłby wysłać mi, chociaż jedną głupią kropkę. To będzie coś! A tak, muszę siedzieć bezczynnie, rozmyślając nad tym, czy jeszcze żyje...
Po drugie - przyjaciel Tom'a, to chłopak, który nie tak dawno na mnie wpadł. Dobra, to ja na niego wpadłam, ale to raczej nie ważne w tej chwili. I jest to ten sam chłopak, który tak strasznie mi się podoba!
Po trzecie, raczej najgorsze... - ON SIĘ CAŁY CZAS NA MNIE PATRZY!
Może mu się podobam?
Olivia, o czym ty do cholery myślisz?! Jesteś przecież ohydna... A on jest po prostu aniołem. I te jego włosy!
Aż, marzy mi się, aby rozczochrać tą jego idealną fryzurę.
Mogę się założyć, że zapewne zastanawia się, jak to możliwe, iż taka śliczna Diana, może mieć tak obrzydliwą siostrę.
STRZAŁ W DZIESIĄTKĘ!
Dlatego tak, cały czas na mnie patrzy. Wszystko jasne.
Kiedy nie ma go w sali, jeszcze jakoś funkcjonuję, ale to nie zdarza się zbyt często. Muszę znosić jego obecność, a on tak bardzo mi się podoba.
Tak bardzo, że to aż boli.
Tata wziął urlop, co mnie strasznie zdziwiło. Ten wypadek zmieni nasze relacje, na zdecydowanie lepsze. Czuję to. W sumie lepiej teraz, niż wcale.
Prawie każdy dzień tutaj, w szpitalu wyglądał dosyć podobnie. Przychodziłam około 12. Dla nas obu była to odpowiednia godzina. Czasami były ze mną dziewczyny, ale przecież są wakacje, wolę by w spokoju odpoczęły. Rozmawiałyśmy około godziny, po czym przychodził Tom, który co jakiś czas zmieniał rozmówcę. Przez pewien czas, była nim moja siostra, po czym odwracał się w stronę swojego przyjaciela. Jego stan był na tyle dobry, że w każdej chwili mógł opuścić szpital.
I tak z czasem się stało.
Diana niestety, musiała pobyć w nim jeszcze parę dni.
Tom odwiedzał ją, kiedy tylko mógł. Może nie było to tak często, jak wcześniej, ale jednak coś.
Nieznajomy, nadal się nie odzywa. Wysłałam mu jeszcze kilka wiadomości, jednak nadal nie otrzymałam, ani jednej odpowiedzi.
Mogę się założyć, że zapewne zastanawia się, jak to możliwe, iż taka śliczna Diana, może mieć tak obrzydliwą siostrę.
STRZAŁ W DZIESIĄTKĘ!
Dlatego tak, cały czas na mnie patrzy. Wszystko jasne.
Kiedy nie ma go w sali, jeszcze jakoś funkcjonuję, ale to nie zdarza się zbyt często. Muszę znosić jego obecność, a on tak bardzo mi się podoba.
Tak bardzo, że to aż boli.
Tata wziął urlop, co mnie strasznie zdziwiło. Ten wypadek zmieni nasze relacje, na zdecydowanie lepsze. Czuję to. W sumie lepiej teraz, niż wcale.
Prawie każdy dzień tutaj, w szpitalu wyglądał dosyć podobnie. Przychodziłam około 12. Dla nas obu była to odpowiednia godzina. Czasami były ze mną dziewczyny, ale przecież są wakacje, wolę by w spokoju odpoczęły. Rozmawiałyśmy około godziny, po czym przychodził Tom, który co jakiś czas zmieniał rozmówcę. Przez pewien czas, była nim moja siostra, po czym odwracał się w stronę swojego przyjaciela. Jego stan był na tyle dobry, że w każdej chwili mógł opuścić szpital.
I tak z czasem się stało.
Diana niestety, musiała pobyć w nim jeszcze parę dni.
Tom odwiedzał ją, kiedy tylko mógł. Może nie było to tak często, jak wcześniej, ale jednak coś.
Nieznajomy, nadal się nie odzywa. Wysłałam mu jeszcze kilka wiadomości, jednak nadal nie otrzymałam, ani jednej odpowiedzi.
- Andreas-
Pomyłka. Cholerna pomyłka.
Cały czas odchodziłem od zmysłów, a teraz co? Pomyliłem się? To niemożliwe.
Chociaż ten ktoś, raczył odpisać, tak pewnie nadal żyłbym myśląc, że moja ukochana mnie olewa.
Hmm... właściwie czy mogę nazwać ją moją ukochaną? Zniknęła. Tak po prostu. Nie zostawiła nawet żadnej wiadomości. Jednak jest jeszcze coś.
Wydaje mi się, że wpadłem w okropne bagno. Podczas pobytu w szpitalu spotkałem dziewczynę, która ani na moment nie chce opuścić mojej głupiej łepetyny. Dodatkiem do tego jest to, iż jest to siostra przyszłej dziewczyny mojego najlepszego kumpla. No, o ile w końcu powie jej, o tym co do niej czuje, a to raczej jeszcze trochę potrwa. Zapewne będzie z tym strasznie długo zwlekał.
Będzie bał się, iż jego uczucia są nieodwzajemnione. Już z nim to kiedyś przerabiałem.
Nie wiem co robić, dlatego wyjmuję z kieszeni mój telefon i gdy już chciałem usunąć, nieznajomy numer, coś jednak kazało mi tego nie robić. Usunąłem jedynie nazwę.
Do: Nieznajomy
Przepraszam, za te wszystkie wiadomości. Musiałem naprawdę pomylić te głupie numery.
I nim się spostrzegłem, nacisnąłem wyślij.
Co mi w ogóle, przyszło do tej głowy, aby odpisywać.
Chociaż, ten ktoś naprawdę domagał się odpowiedzi, więc może dobrze postąpiłem?
Hmm, rozumiem że mogłem pomylić numery, ale wyjaśni mi ktoś brak odzewu od mojej dziewczyny? Może była ona tylko i wyłącznie moją wyobraźnią? Wellinger ogarnij się człowieku, gadasz cały czas jakieś głupoty.
Z amoku, wyrywa mnie wibracja, co oznacza nową wiadomość. Sam nawet nie wiem, czemu powoduje to na mojej twarzy uśmiech. A, gdy widzę ten sam nieznajomy numer, automatycznie się on powiększa.
Od: Nieznajomy
Nic nie szkodzi :) Miło, że chociaż odpisałeś.
Wypuszczam, wstrzymywany przez chwilę oddech.
Kurwa, głupia wiadomość, tak na mnie działa? To chore. Pierwszy raz zdarza mi się coś takiego.
Chciałbym pozostawić to, tak jak jest teraz, ale nie mogę. Muszę odpisać!
Do: Nieznajomy
Skoro już piszemy, to może powiesz mi jak masz na imię?
Imponująca wiadomość, nie ma co. Postarałeś się chłopie, fiufiu.
Odpowiedź, przychodzi niemal natychmiast. Chyba się nudzi, skoro odpisuje takiemu idiocie.
Od: Nieznajomy
*napiszesz. Skąd mogę mieć pewność, że nie jesteś żadnym pedofilem, lub szefem gangu? Huh?
Nic na to nie poradzę, że w tej chwili opanował mnie ogromny napad śmiechu. Nawet w najgorszych snach nie wyobrażałem siebie, za szefa gangu. A co dopiero pedofila! I do tego skubana, jeszcze mnie poprawia. Teraz, wiem że na pewno dobrze zrobiłem, odpisując. Ona naprawdę umie poprawić mi humor, a dopiero co ją poznałem.
Poprawka, nie poznałem jej. Wymieniamy się jedynie wiadomościami. Zresztą... Nawet nie znam jej imienia.
Do: Nieznajomy
Kurczę, rozszyfrowałaś mnie :(( . xx
Wiadomość wysyłam, a telefon odkładam na moją szafeczkę tuż przy łóżku. Cały dzień przesiedziałem w domu. Super.
Wydaje mi się, że wpadłem w okropne bagno. Podczas pobytu w szpitalu spotkałem dziewczynę, która ani na moment nie chce opuścić mojej głupiej łepetyny. Dodatkiem do tego jest to, iż jest to siostra przyszłej dziewczyny mojego najlepszego kumpla. No, o ile w końcu powie jej, o tym co do niej czuje, a to raczej jeszcze trochę potrwa. Zapewne będzie z tym strasznie długo zwlekał.
Będzie bał się, iż jego uczucia są nieodwzajemnione. Już z nim to kiedyś przerabiałem.
Nie wiem co robić, dlatego wyjmuję z kieszeni mój telefon i gdy już chciałem usunąć, nieznajomy numer, coś jednak kazało mi tego nie robić. Usunąłem jedynie nazwę.
Do: Nieznajomy
Przepraszam, za te wszystkie wiadomości. Musiałem naprawdę pomylić te głupie numery.
I nim się spostrzegłem, nacisnąłem wyślij.
Co mi w ogóle, przyszło do tej głowy, aby odpisywać.
Chociaż, ten ktoś naprawdę domagał się odpowiedzi, więc może dobrze postąpiłem?
Hmm, rozumiem że mogłem pomylić numery, ale wyjaśni mi ktoś brak odzewu od mojej dziewczyny? Może była ona tylko i wyłącznie moją wyobraźnią? Wellinger ogarnij się człowieku, gadasz cały czas jakieś głupoty.
Z amoku, wyrywa mnie wibracja, co oznacza nową wiadomość. Sam nawet nie wiem, czemu powoduje to na mojej twarzy uśmiech. A, gdy widzę ten sam nieznajomy numer, automatycznie się on powiększa.
Od: Nieznajomy
Nic nie szkodzi :) Miło, że chociaż odpisałeś.
Wypuszczam, wstrzymywany przez chwilę oddech.
Kurwa, głupia wiadomość, tak na mnie działa? To chore. Pierwszy raz zdarza mi się coś takiego.
Chciałbym pozostawić to, tak jak jest teraz, ale nie mogę. Muszę odpisać!
Do: Nieznajomy
Skoro już piszemy, to może powiesz mi jak masz na imię?
Imponująca wiadomość, nie ma co. Postarałeś się chłopie, fiufiu.
Odpowiedź, przychodzi niemal natychmiast. Chyba się nudzi, skoro odpisuje takiemu idiocie.
Od: Nieznajomy
*napiszesz. Skąd mogę mieć pewność, że nie jesteś żadnym pedofilem, lub szefem gangu? Huh?
Nic na to nie poradzę, że w tej chwili opanował mnie ogromny napad śmiechu. Nawet w najgorszych snach nie wyobrażałem siebie, za szefa gangu. A co dopiero pedofila! I do tego skubana, jeszcze mnie poprawia. Teraz, wiem że na pewno dobrze zrobiłem, odpisując. Ona naprawdę umie poprawić mi humor, a dopiero co ją poznałem.
Poprawka, nie poznałem jej. Wymieniamy się jedynie wiadomościami. Zresztą... Nawet nie znam jej imienia.
Do: Nieznajomy
Kurczę, rozszyfrowałaś mnie :(( . xx
Wiadomość wysyłam, a telefon odkładam na moją szafeczkę tuż przy łóżku. Cały dzień przesiedziałem w domu. Super.
-Olivia-
- Napisz mu te imię! - Emma, nie daje mi spokoju. Nawet teraz. Poszła wziąć prysznic, ale nadal wrzeszczy, abym podała nieznajomemu moje imię. W moich kontaktach i tak zdobył już, bardzo interesującą nazwę - Pomyłeczka. Zupełnie nic, o nim nie wiem. No poza tym, że jest pedofilem i szefem gangu. A może ta pomyłka to tylko przykrywka?! I teraz wszystko się klei.
Panie i panowie, Olivia Engel rozwiązała zagadkę. Teraz zapewne chcą wydobyć ode mnie, moje dane i prędzej czy później mnie porwą.
- O czym tak rozmyślasz? - Słyszę i od razu przenoszę wzrok na stojącą, przed szafą dziewczynę.
- Eee tam, zwykłe pierdoły. - Odpowiadam, ale chyba nie jest zadowolona z tego co powiedziałam.
- Odpisałaś? - Chcę powiedzieć, że tak, ale prędzej czy później i tak dowie się, iż kłamałam. Teraz będzie za wszelkie skarby doprowadzić do rozwoju sytuacji między mną, a Pomyłeczką... Kręcę przecząco głową, a ta widząc to wyrywa telefon z moich rąk i ucieka, zamykając się z łazience.
- Oddaj to! - Krzyczę, waląc pięściami w drzwi, jednak nic to nie wskóra. - Błagam Cię Emma... A jeśli to naprawdę jakiś porywacz?
- Daj spokój! Widziałam te uśmieszki, kiedy widziałaś nową wiadomość, więc siedź cicho! - Ma mnie. Jestem teraz na przegranej pozycji. Udaję się do pokoju, mojej przyjaciółki, a ona przychodzi już za moment. Oddaje mi telefon, a ja od razu sprawdzam wysłane wiadomości.
Do: Pomyłeczka
Moje imię to Olivia :* i powiadasz, że jesteś szefem gangu? Czekam, aż mnie porwiesz, a tam będę tylko do twojej dyspozycji! x
- IDIOTKO! - Wrzeszczę i rzucam się na przyjaciółkę, która zwija się ze śmiechu. Biorę poduszkę i mało mnie interesuje co jej zrobię. Jedno uderzenie w twarz nie pomaga. Więc powtarzam czynność jeszcze dwa razy. Tyle, że ona śmieje się jeszcze bardziej.
Umm... Nie pomogło.
Jaką by tu dać jej karę... Łaskotki!
Moje dłonie, szybko przenoszę w jej czuły punkt. Chodzi mi o szyję. Ma tam olbrzymie łaskotki. Próbuje ze mną walczyć, ale to ja w tej chwili dominuję.
-Bła... błagam cię! - Nie rusza mnie to, nadal ją atakuję. - Prze... przepraszam! - Krzyczy tak szybko, że prawie nie mogę jej zrozumieć. Huh, czas się zlitować. - Dziękuję - Mówi, ocierając łzy rozbawienia. To i tak nie zmienia faktu, iż jestem na nią zła. Odpisała temu chłopakowi, chociaż ani trochę go nie znam. I jeszcze pocisnęła, z takim tekstem.
Wibracja
Gdzie ten cholerny telefon.
- I ty chciałaś, się od tego uwolnić, tak wmawiaj sobie skarbie - Oznajmia, rzucając w moją stronę telefon. Kurczę, aż trzy wiadomości.
Od: Pomyłeczka
Cóż za zmiana :)) Muszę Cię zasmucić, nie mam zamiaru cię porywać.
Od: Pomyłeczka
Ja jestem Andreas. xx
Od: Pomyłeczka
Pewnie śpisz, więc do jutra? x
Moje dłonie, szybko przenoszę w jej czuły punkt. Chodzi mi o szyję. Ma tam olbrzymie łaskotki. Próbuje ze mną walczyć, ale to ja w tej chwili dominuję.
-Bła... błagam cię! - Nie rusza mnie to, nadal ją atakuję. - Prze... przepraszam! - Krzyczy tak szybko, że prawie nie mogę jej zrozumieć. Huh, czas się zlitować. - Dziękuję - Mówi, ocierając łzy rozbawienia. To i tak nie zmienia faktu, iż jestem na nią zła. Odpisała temu chłopakowi, chociaż ani trochę go nie znam. I jeszcze pocisnęła, z takim tekstem.
Wibracja
Gdzie ten cholerny telefon.
- I ty chciałaś, się od tego uwolnić, tak wmawiaj sobie skarbie - Oznajmia, rzucając w moją stronę telefon. Kurczę, aż trzy wiadomości.
Od: Pomyłeczka
Cóż za zmiana :)) Muszę Cię zasmucić, nie mam zamiaru cię porywać.
Od: Pomyłeczka
Ja jestem Andreas. xx
Od: Pomyłeczka
Pewnie śpisz, więc do jutra? x
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
Hej hej :)) znowu spóźnienie... Przepraszamy ://
Poza tym, nie ma mnie na waszych blogach. Tak, tak zabijcie mnie. Są wakacje, wyjeżdżam tam i siam. A poza tym, teraz musiałam też załatwić sprawy związane ze szkołą, bo już za parę dni, musimy tam wrócić :)))
Pisałam ten rozdział sama,bez pomocy Kasi wiec wszelkie niedogodności biorę na siebie. Nie miałam żadnego pomysłu na to coś na górze, więc cud iż coś w ogóle wyszło. Mogło być lepiej.
A poza tym, patrząc na nasze wiadomości:
można się domyśleć, że bardzo nam się nudzi. Tak właśnie tworzyło się to coś :))
A teraz spadam na wasze blogi, bo mnie jeszcze pobijecie :((
Buziaki :*
Ps. Ta piosenka Home to życie *-* , a ta If I Could Fly doprowadza mnie do płaczu :/
+ ostatnio jestem bardzo często na Twitterze, wiec zapraszam :)) - krasnaal
niedziela, 31 lipca 2016
Rozdział VI
Stan Diany nieco się poprawił. Mimo tego małego szczęścia, mojej
głowy nie może opuścić jedna, ciążąca myśl.
Intuicja podpowiada mi, że to nie koniec moich zmartwień. Mam nadzieję, że to tylko atak jakiejś paniki. Gorzej chyba już być nie może, prawda?
Intuicja podpowiada mi, że to nie koniec moich zmartwień. Mam nadzieję, że to tylko atak jakiejś paniki. Gorzej chyba już być nie może, prawda?
Dziewczyny siedzą cicho, są chyba bardzo
zmęczone. Jestem im wdzięczna, że są tutaj i chociaż ciężko się ze mną w tej
chwili dogadać, nie odchodzą. Poczucie, czyjejś obecności jest bardzo
uspokajające.
Mojego taty nie ma przy mnie z dobrą
godzinę. Jestem tym odkryciem zaniepokojona. Byłam pewna, że nie opuści sali
nawet na moment. Informuję dziewczyny, i ruszam w poszukiwaniu taty.
Okropnie wyczerpana, nie mam za dużo siły.
Idę wolno. Tempem na jaki pozwala mi organizm.
Po drodze, odszukuję w mojej torebce,
telefon. Zamierzam zadzwonić do taty, ale dostrzegam, że telefon jest zupełnie
rozładowany.
Prycham.
Po prostu super.
Zjeżdżam windą i nareszcie docieram do
wyjścia. Może jest na zewnątrz? Oby...
***
Wychodząc, widzę duże zamieszanie. Kilku
dziennikarzy którzy pchają się na wszystkie możliwe strony. Jedni próbują wejść
do środka, jednak ochrona uniemożliwia jakiekolwiek wejście.
Co tu się wyprawia, do cholery!
Chcę się jakoś przez nich przedrzeć, ale
ci ludzie chyba nie zwrócili na mnie najmniejszej uwagi. Liczą tylko na
dostanie się do środka.
- Bo im się uda - mówię sama do siebie,
próbując wyjść z tego tłoku.
Nie było łatwo, ale znalazłam jakąś drogę
ucieczki. Jednak zostaje nieszczęśliwie popchnięta przez kogoś. Nogi odmawiają
mi zupełnie posłuszeństwa i upadam. Nie miałam nawet siły, aby w jakikolwiek
sposób utrzymać równowagę. Chyba powinnam odpocząć. Ale przecież w obecnej
sytuacji i tak nie zasnę.
Naprawdę, nie czuję się najlepiej.
- Olivia? - znam skądś ten głos...
Podnoszę głowę i już wiem do kogo należy.
- Hej Tom - witam się bez większego
entuzjazmu. Nie mam na to siły... - Co tu robisz?
- Mój przyjaciel miał wypadek na skoczni -
zaczyna z nietęgą miną. To chyba coś poważnego. - Ale zaraz, zaraz. Co ty tu
robisz?
I trafił. Opuściłam głowę i mocno
zamknęłam oczy, aby łzy napływające do oczu nie mogły ujrzeć światła dziennego.
Ale to chyba nie pomaga. Już po chwili
czuję na policzkach słone kropelki. Zapewne myśli sobie teraz, że jestem jakąś
histeryczką. Ryczę jak głupia, leżąc na ziemi nie mając siły wstać.
- Ejj, co jest? - ponownie pyta i siada
obok mnie.
- Diana tu jest... - odpowiadam
zachrypniętym głosem. Nie mam ochoty wdawać się w szczegóły, więc mam nadzieję,
że obejdzie się bez kolejnych pytań.
- Powinnaś odpocząć, nie wyglądasz za dobrze
- mówi i przytula mnie. Tak po prostu.
- Nie mogę jej zostawić. - szepczę i nieco
mocniej się w niego wtulam. Ten człowiek jest naprawdę miły. Nic dziwnego, ze
Diana się w nim zadurzyła. Ahh... Siostra, on tu jest i masz mi tu zaraz się
obudzić.
- Masz siłę, aby wstać? - Kolejne pytanie.
Ugh... Kręcę przecząco głową. - Odwiozę cię do
domu - Dopowiada i bierze mnie na ręce. Nie walczę z nim. Wkrótce z wyczerpania
i tak zasypiam.
***
Próbuję otworzyć oczy, jednak jasność,
która do mnie dociera uniemożliwia to. Mój stan jest o niebo lepszy niż
wczoraj. Nareszcie czuje się wypoczęta.
Gdyby nie fakt, że moja siostra jest w
szpitalu jeszcze chwilę bym poleniuchowała. Ktoś pomyślał i podłączył mój telefon, aby mógł się swobodnie naładować. Chwała mu. Sięgam po niego i widzę 3
nieodebrane wiadomości. Dwie od taty i jedna od nieznajomego.
Od: Tatuś ♥
Tom poinformował mnie, że odwiózł Cię do
domu. Gdyby coś się działo, na pewno dam ci znak.
Od: Tatuś ♥
Stan Diany się polepszył!
Przecieram oczy i czytam jeszcze raz.
Kiedy dociera do mnie treść tej drugiej wiadomości od razu wyskakuję z łóżka by się ogarnąć. Wykonanie porannej toalety o dziwo nie trwało tak długo jak zwykle.
Biegiem schodzę na dół i biorę jabłko.
Przed domem widzę mamę Emmy. Najwidoczniej czekała na mnie. To miłe.
- Wchodź, podwiozę cię. - Mówi z
uśmiechem, a ja nie umiem odmówić.
Droga mija szybko, a to za sprawą naprawdę
miłej rozmowy z naszą sąsiadką. Jak to dobrze mieć takich miłych ludzi, wokół
siebie. Wibracja mojego telefonu, przypomina mi o jeszcze jednej nieodebranej
przeze mnie wiadomości. Zupełnie o niej zapomniałam...
Od: Nieznany
Jestem w szpitalu. Miałem wypadek na
skoczni. Mogłabyś dać, chociaż jeden znak życia. Ciągle o Tobie myślę. Tak ciężko
coś napisać?
Ten człowiek chyba naprawdę pomylił numery. Powinnam go, o tym poinformować.
Ten wypadek to moja wina.
O cholera. Jaka ja byłam głupia... Mogłam napisać, chociaż o tej głupiej pomyłce. Tak, obyłoby się bez niepotrzebnych wypadków i zmartwień.
Olivia, Olivia, Olivia. Ty zawsze
wpadniesz w jakieś kłopoty.
Piekło na mnie czekaj oj czeka.
Do: Nieznany
Um... Przepraszam Cie, że piszę dopiero
teraz, ale myślałam, że to jednorazowa pomyłka. Musiał Pan pomylić numery. Mam
nadzieje, że wszystko w porządku.
Szybko wysyłam i zmierzam w kierunku sali, w której leży moja siostra. Chcę uspokoić myśli, jednak cały czas przypominam sobie o nieznajomym.
Chciałabym go poznać. Ale po tym
wszystkim, wyszłabym na kretynkę.
- Cześć tato - Oznajmiam i od razu do niego podchodzę. Przytula mnie i podejrzewam, że to z tego całego szczęścia. Bo przecież, moja siostra nareszcie czuje się lepiej. Tak strasznie się o nią bałam. Nie mogę jej stracić. Mimo trudnych chwil, wielu kłótni nadal jest moją kochaną siostrą.
Gdyby nie ona, sama nie wiem co by się ze
mną działo. Po śmierci mamy, to ona przyczyniła się do tego, że żyję.
Może do pełni szczęścia czegoś mi jeszcze
brakuje, ale dzięki niej, jest o wiele lepiej.
- W nocy był u niej Tom. - Mówi do mnie z
uśmiechem. - Nie wiem, jak on namówił, do tego te stado pielęgniarek. - Śmieję
się. Te baby są naprawdę wredne. Chyba zadziałał na nie, urok osobisty Toma.
Cóż... Niech nie liczą na coś więcej. - I później, było już tylko lepiej. -
Kończy. I hola hola! Czy ja widzę łzy w jego oczach?!
Tatoo... Proszę, nie teraz
Tatoo... Proszę, nie teraz
- Może powiedział jej coś ważnego? Tato,
spójrz na to z tej strony my tu siedzimy z nią cały czas i mówimy do niej
wszyscy na raz. Jestem pewna że nas słyszy, a przynajmniej chce nas słyszeć ale
może po prostu nie wie kogo słuchać. Ona też widocznie potrzebowała tego
spokoju i ciszy. Tak samo jak ja. Tej nocy w końcu odpoczęłam i poukładałam
sobie wszystko w głowie i jestem pewna że gdy ona też odpocznie to się obudzi.
Zwłaszcza jeśli będzie blisko niej Tom.
- Słonko... ty sądzisz że ona i Tom... coś
między nimi może być?
- Nic nie zauważyłeś? Są w sobie zakochani
po uszy, ale żadne z nich nie chce tego przyznać.
- Jej, Olivia powiedz mi kiedy wy mi tak
wydoroślałyście?
- No wiesz tato, prawdopodobnie wtedy kiedy
ty byłeś pochłonięty pracą... ale nie martw się, sam dobrze wiesz że Tom to
wspaniały chłopak w sam raz dla Diany. - odpowiadam z chytrym uśmieszkiem na
twarzy tym samym kończąc ten temat.
- Idę po kawę też chcesz? - z ust sąsiadki
pada pytanie po czym orientuję się że ona cały czas tu stała i słyszała całą
naszą rozmowę.
- Nie,
dziękuję.
- Gdybyście czegoś potrzebowali wiecie
gdzie mnie szukać. - Odpowiada z ciepłym uśmiechem kobieta po czym znika za
drzwiami. Patrzę na tatę i w mojej głowie formułuje się już kolejna myśl i
kolejna historia miłosna. To aż dziwne że tak dokładnie potrafię stworzyć
historie miłosne wszystkich wokół mnie ale o sobie jakoś ciągle zapominam.
***Tom***
Mam dziwne wrażenie że to spotkanie z
Olivią w szpitalu wcale nie było przypadkowe i ono musi mieć jakieś
"trzecie dno".
Ale ta wiadomość o Dianie? Kompletnie zawaliła mnie z nóg. Nie mam pojęcia co o tym wszystkim myśleć. Diana w szpitalu, Andreas w szpitalu, Olivia jakby popadała w jakąś depresję czy coś.
Ale ta wiadomość o Dianie? Kompletnie zawaliła mnie z nóg. Nie mam pojęcia co o tym wszystkim myśleć. Diana w szpitalu, Andreas w szpitalu, Olivia jakby popadała w jakąś depresję czy coś.
Kurde ludzie serio? Teraz aby patrzeć, aż
ze mną coś się stanie. Co do Diany to naprawdę mi jej szkoda. To świetna
dziewczyna i kiedy w nocy do niej mówiłem czułem że mnie słucha i się do mnie
uśmiecha. Dość długie namawianie tych jędz, zwanych pielęgniarkami na 5 minut
sam na sam z nią, naprawdę się opłacało. Gdy dziś rano dowiedziałem się że jest
z nią coraz lepiej poczułem ciepły, miły dreszcz opanowujący moje ciało.
Czuję że Diana przetrawiła to co do niej mówiłem i cieszy mnie to. Ale jest jeszcze Andreas.
Leży zaledwie 2 sale dalej od Diany a ja jak głupi ciągle latam od sali do sali by wiedzieć wszystko o ich stanach. Przez te biegi zrzucę co najmniej 5 kilogramów. Jedno szczęście w całym tym nieszczęściu.
Czuję że Diana przetrawiła to co do niej mówiłem i cieszy mnie to. Ale jest jeszcze Andreas.
Leży zaledwie 2 sale dalej od Diany a ja jak głupi ciągle latam od sali do sali by wiedzieć wszystko o ich stanach. Przez te biegi zrzucę co najmniej 5 kilogramów. Jedno szczęście w całym tym nieszczęściu.
- Przepraszam Pana... - z rozmyślań
wyciąga mnie głos zza pleców. Od razu poznaję że to głos jednej z pielęgniarek
ale o dziwo nie jest on oschły jak zwykle lecz ciepły i serdeczny. - ... ale
musimy zabrać pacjenta na badania.
- Czy mogę przy nim być? - pytam
niepewnie.
- Niestety na salę nie mogę pana wpuścić.
- odpowiada kobieta.
Podążam wzrokiem za nieprzytomnym
przyjacielem którego dwie kobiety wyprowadzają z sali. Coś we wnętrz mnie każe
mi iść za nimi. Jakie do cholery badania oni chcą mu robić? Przecież on jest
nieprzytomny!
Znowu mam mętlik w głowie. Odwracam się w drugą stronę i co widzę? Widzę Dianę, którą dwie pielęgniarki również wyprowadzają z sali. Co się tu do cholery dzieje?! Zerkam jeszcze czy przyjaciel jest w zasięgu mojego wzroku i na szczęście jeszcze go zauważam i znowu zrywam się do biegu. Muszę widzieć gdzie oni go zabierają. Chwilę później docieramy do sali z numerem 40. Wbrew temu czego się spodziewałem on nie ma żadnych badań. Po prostu umieszczają go wraz z łóżkiem pod oknem po czym opuszczają salę i znajdujemy się w niej już tylko we dwóch. Ale nie na długo. Nie upłynęły nawet dwie minuty gdy do sali wkroczyły kolejne pielęgniarki z pacjentem. A kto był tym pacjentem?
DIANA!
Czy ktoś mi w końcu wytłumaczy o co tu chodzi?! Jej łóżko zostaje umiejscowione obok łóżka Andreasa. W tym momencie dzieli ich jedynie ja i szafka nocna. Na sale wparowuje równie zdziwiony ojciec Diany, a za nim Olivia.
Znowu mam mętlik w głowie. Odwracam się w drugą stronę i co widzę? Widzę Dianę, którą dwie pielęgniarki również wyprowadzają z sali. Co się tu do cholery dzieje?! Zerkam jeszcze czy przyjaciel jest w zasięgu mojego wzroku i na szczęście jeszcze go zauważam i znowu zrywam się do biegu. Muszę widzieć gdzie oni go zabierają. Chwilę później docieramy do sali z numerem 40. Wbrew temu czego się spodziewałem on nie ma żadnych badań. Po prostu umieszczają go wraz z łóżkiem pod oknem po czym opuszczają salę i znajdujemy się w niej już tylko we dwóch. Ale nie na długo. Nie upłynęły nawet dwie minuty gdy do sali wkroczyły kolejne pielęgniarki z pacjentem. A kto był tym pacjentem?
DIANA!
Czy ktoś mi w końcu wytłumaczy o co tu chodzi?! Jej łóżko zostaje umiejscowione obok łóżka Andreasa. W tym momencie dzieli ich jedynie ja i szafka nocna. Na sale wparowuje równie zdziwiony ojciec Diany, a za nim Olivia.
- Wiecie co tu się dzieje? - pytam ich sam
nie wiem czy bardziej zdziwiony czy zdenerwowany.
- Chciałam zapytać o to samo. - odpowiada
z wielkimi oczami Olivia. - Tatoo...?
- Ale ja nie mam nawet zielonego pojęcia
przecież mieli ją zabrać jedynie na badania, a tymczasem żadnych badań nie
było. - odpowiada niepewnie.
- Badania? On też miał ja mieć, ale
przecież oboje są nieprzytomni. Nic z tego nie rozumiem. - mówię zrezygnowany.
- Dobra dzieciaki mniejsza z tym - słyszę
głos mężczyzny. - przyniosę wam gorącą czekoladę. - po czym opuszcza salę ale
jego nieobecność uzupełniają sąsiadki Olivii - Lily i Emma.
-I jak podoba się niespodzianka? - pyta
jedna z nich. To właśnie jeden z tych momentów w których stają się do siebie
podobne jak dwie krople wody, a ja po prostu nie potrafię ich odróżnić.
Zdezorientowani wymieniamy się z Olivią spojrzeniami.
- Jaka niespodzianka. - pyta.
- Wiemy że się znacie i lubicie a skoro i
tak spędzacie teraz praktycznie całe dnie w szpitalu i latacie jak głupki od
sali do sali to pomyślałyśmy że fajnie by było gdybyście spędzali ten czas przy
nich ale w jednej sali. - odpowiada, tym razem jestem już pewien że to Lily.
Jej niezawodne "oczko" przy każdej niespodziance zawsze ją zdradza.
- Woow no jak dla mnie pomysł świetny ale
muszę powiedzieć że napędziłyście mi niezłego stracha gdy pielęgniarka
wspomniała mi o jakichś badaniach. - odpowiadam z głupim uśmiechem.
- Oj przepraszamy no, ale inaczej nie
zgodzilibyście się na zmianę sali. - zaśmiały się obie. - a wiecie mimo
że mama tu pracuje to wcale nie łatwo było jej przekonać do tego pomysłu
lekarza dyżurującego.
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
Cześć!
Jeśli tylko macie ochotę, to pozwalam Wam, mnie zamordować. Znowu spóźnienie :)) a na wasze blogi, też za często nie zaglądam.
Są wakacje i ten czas strasznie szybko leci, dlatego nie mamy tyle czasu na pisanie :// Wstajemy późno, a potem wiele innych zajęć. Ugh... Grunt, że chociaż ten rozdział już skończony.
Prosimy wszystkich czytających, o jeden mały komentarz, bo coś zauważyłyśmy, iż jest Was coraz mniej. Wystarczy głupia kropka.
Następny rozdział... mam nadzieję, że już punktualnie za 2 tygodnie.
Do zobaczenia
Madziuu i Katrin
poniedziałek, 4 lipca 2016
Rozdział V
-Tato?! Diana wróciła?! - Pospiesznie pytam na jednym tchu.
Długo nie słyszę głosu mojego taty, a ja coraz bardziej się niecierpliwię
-Proszę cię, przyjdź jak najszybciej do domu. - Mówi, a ja zauważam wystraszony ton jego głosu. Tego nie da się nie zauważyć. - Tam wszystko ci wytłumaczę
-Ponawiam pytanie, czy Diana wróciła?! - Czuję, że już zaczynam tracić panowanie nad sobą. Jeszcze moment i naprawdę nie wiem co zrobię.
- To nie jest rozmowa na telefon, skarbie! - Nieruchomieję. To coś poważnego? Cholera. Chcę wiedzieć wszystko tu i teraz!
- Tato! Do jasnej ciasnej! Co się dzieje!?
I znów cisza. Po co te tajemnice? Czy ten człowiek, nie może powiedzieć prawdy od razu?
Już nawet nie czekam na jego odpowiedź, tylko rozłączam się i łapiąc Emmę za rękę zaczynam biec w stronę domu. Całą drogę, zadaję sobie tylko jedno pytanie. Dziewczyna, która jest przeze mnie zmuszona do biegu, nawet o nic nie pyta. Posłusznie wykonuje to co ja. I to mi pasuje. Żadnych niepotrzebnych pytań.
Na całe szczęście, nie oddaliłyśmy się jakoś szczególnie daleko i droga przemija dosyć szybko. Wbiegając na naszą uliczkę już zauważam coś podejrzanego.
Wóz policyjny.
Patrzę na niego, a moje ciało natychmiast oblewa gęsia skórka. Czuję silniejszy uścisk dłoni mojej towarzyszki i to chyba jako jedyne motywuje mnie do pójścia dalej.
Z każdym kolejnym krokiem, oblewa mnie coraz większa dawka strachu.
Przecież nic jej się nie stało, prawda?
- Nic się jej nie stało... Nic się jej nie stało... - Zaczynam panikować. Powtarzam tą formułkę bez przerwy, jakby ktoś mnie zahipnotyzował. A pewnie i tak wyglądam. Patrzę w jeden punkt i powtarzam jakieś banalne słowa.
Przestaję, gdy czuję mocne szarpnięcie mojej ręki. Gwałtownie odwracam się w stronę Emmy, która patrzy na mnie ze zmartwieniem. W jej wzroku można zauważyć, jednak coś czego nie da się nazwać.
Złość przepełniona smutkiem?
Może tak to nazwać.
- Oli... - Zaczyna. - Dopóki tam nie wejdziesz, niczego się nie dowiesz, dlatego proszę cię, nie wymyślaj jakichś bredni. - Kończy, a jej głos jest tak stanowczy, że sama się trochę go boję. Dlatego odwracam się, ostatni raz przełykam ślinę i ruszam.
Tuż przy furtce znów się zatrzymujemy.
To nie z mojego powodu.
Zatrzymują nas krzyki biegnącej Lily. Zupełnie o niej zapomniałam...
- Możecie w końcu wytłumaczyć mi co się tu dzieje?! - Krzyczy ze zdenerwowania, jednak nie dziwi mnie to. Uciekłyśmy, zostawiając ją zupełnie samą.
Kiedy chcemy jej już wszystko wytłumaczyć, otwierają się drzwi mojego domu. Wyłania się postać mojego taty. Jest wyraźnie smutny. I zaraz... czy on płakał!?
- Nareszcie jesteś - Mówi, jakby od niechcenia. Ta cała sytuacja jest po prostu nie do zniesienia.
- Powiesz mi w końcu, o co chodzi? - Oznajmiam dosyć spokojnie, lecz to tylko kwestia czasu.
- Diana miała wypadek...
Andreas
- Przemyślałem wszystko, o nas. Według mnie nie ma to sensu... To koniec - Czytam po raz ostatni i wysyłam. Może to i lepiej. Mogę w końcu zacząć normalnie żyć. Bez żadnej przeszkody. Mimo wszystko dręczą mnie wyrzuty. A może coś jej się stało?
Ugh...
- To wszystko jest naprawdę męczące.
Do tego nie mogę się skupić. Ciągle myślę co u niej, gdzie jest, czy wszystko w porządku... Ale z drugiej strony może chłopaki mają rację, może ona nie jest dla mnie. Tak, tak napewno nie jest dla mnie, zresztą gdyby jej na mnie zależało chyba by się odezwała, nie? Nie wiem, nie wiem!! Mam już dość tych jej "foszków sroszków" i jak zwykle nie wiem kiedy ma tego foszka, przecież ja nawet nie mam zielonego pojęcia za co mogłaby go mieć, przecież mi nie powie, bo przecież "powinienem wiedzieć sam"... Przecież przecież bla bla bla. Chyba po woli zaczynam mieć jej dość, odzywa się tylko od czasu do czasu i to jeszcze wtedy kiedy czegoś chce. Koniec. Muszę o niej zapomnieć. Poza tym w mojej głowie od przypadkowego zderzenia w parku wciąż siedzi ta śliczna dziewczyna. Kuźdeee no teraz tak mega żałuję że do niej wtedy nie zagadałem, ahhh teraz sumienie nie da mi spokoju...
- Andreas, czy ty w ogóle słyszysz co ty gadasz? - Mówi do mnie Tom.
- Co? Ej czekaj, czekaj. Długo tu stoisz? - Pytam zdezorientowany.
- Wystarczająco długo by wiedzieć nad czym tak rozkminiasz stary, a tak na przyszłość, jeśli chcesz pogadać sam do siebie to nie krzycz na całą okolicę. - Mówi rozbawiony.
- Postaram się. - Odpowiadam z wymuszonym uśmiechem od ucha do ucha, ale chyba wyczuł że mój uśmiech wcale nie jest szczery.
- Dobra stary to ja coś ci powiem. Ta twoja "komputerowa miłość" wcale nie jest dla ciebie. Spójrz w końcu na tą sprawę racjonalnie. Olewa cie cały czas, ma w dupie za przeproszeniem to że się o nią martwisz, nie raczy się do ciebie odezwać, a pamięta o tobie tylko wtedy kiedy coś chce. Chłopie ogarnij się. Dobrze wiesz że to nie jest miłość i nigdy nie była i wbij to sobie raz na zawsze do tej twojej głupiej łepetyny!!
- Wiesz co? W sumie to chyba masz rację ale wcale nie musiałeś mnie uderzyć. - Odpowiadam, tym razem już ze szczerym uśmiechem na twarzy.
- No nareszcie wraca nasz Andreas, po tak długiej nieobecności, nawet nie wiesz jak się za tobą stęskniłem. Ale spójrz która godzina.
- Za 5 18:00.
- A czy szanowny pan chociaż pamięta co jest dziś o 18:00?
- Rzeczywiście! Przecież my mamy trening! Na śmierć zapomniałem!
- To co tak stoisz? Rusz dupe i lecimy do chłopaków!
Nie ma to jak przypadkowo wygadać się kumplowi. Nareszcie czuję że żyję. Sam po sobie czuję, że wracam do siebie i czuję że wraca stary ja. Nigdy nawet nie pomyślałbym że mogę sam za sobą tak się stęsknić...
Olivia
- Zaraz, co ty mówisz? - Pytam z przerażająco bladą twarzą. - Jak to miała wypadek?!?
-Olivciu, słonko to moja wina. Po tym jak wybiegła z domu najprawdopodobniej wpadła pod samochód a sprawca uciekł. Gdyby nie przypadkowy przechodzień, który znalazł ją na poboczu z tego co się dowiedziałem to jakieś 30 minut po zdarzeniu to nie wiadomo co by z nią było. Jej stan jest poważny. Być może będzie nawet potrzebny przeszczep... - Odpowiada równie blady, a ja czuję jak nogi się pode mną uginają i upadam wprost na Emmę. Całe szczęście dość szybko zorientowała sie co się dzieje i mnie złapała.
- Kurde Olivia! Chodź wejdziemy do środka. Lily pomóż mi.
- Em, ale jak to będzie potrzebny przeszczep? Nie tylko nie to, proszę! Przecież wiesz dobrze co było z moją mamą po tym nieszczęsnym przeszczepie! Em ja się tak strasznie o nią boję! A co jeśli będzie to co z mamą? Co jeśli stracę też i ją? Nie nie proszę tylko nie to!!! - krzyczę roztrzęsiona, a po moich policzkach ciągle spływa łza za łzą. Czuję jakby po moich policzkach po prostu płynęła jakaś rzeka.
- Olivia! Nie! Nawet nie masz prawa tak myśleć! Nawet tak nie mów! Wszystko będzie dobrze rozumiesz? Wszystko będzie dobrze kochana nie płacz, proszę... - słyszę łgający głos Emmy. Nie wiem co bym bez niej teraz zrobiła. Czuję że jest mi tak bliska. Tak bardzo bliska.
- Olivka, slarbie jadę do niej. Chcesz jechać ze mną? - Tym razem poznaję głos taty i momentalnie nieco się uspokajam.
-Tak pewnie tato jadę z tobą.
- Przepraszam, czy my też możemy jechać jeśli nie byłby to problem? - pyta Lily.
- Oczywiście że możecie, ale może najpierw zapytajcie mamę czy nie ma nic przeciwko.
- Już z nią nawet rozmawiałam i jak najbardziej zgodziła się. Poza tym Diana leży w szpitalu w którym pracuje mama więc dla niej to na pewno nie będzie problemem.
- W takim razie siadajcie do samochodu i jedziemy.
Droga minęła nam dość szybko i w milczeniu. Nikt nie był w stanie przerwać tej ciszy. Cały czas nie mogę dojść do siebie. Myśląc że moja ukochana siostra idiotka może potrzebować przeszczepu po prostu mnie mdli a przed oczami robi mi się ciemno. Tuż przy wejściu czeka na nas mama Emmy i Lily która bez słowa od razu zaprowadza nas pod salę Diany. Na widok siostry podpiętej do miliona aparatur, z bandażem na głowie i obitą twarzą łzy same napływają mi do oczy i nawet nie spostrzegłam się kiedy zaczęły płynąć po moich policzkach. Mało tego, nawet nie spostrzegłam się że trójka z którą tu przyjechałam również ma oczy zaszklone łzami. Chciałabym coś powiedzieć żeby ich pocieszyć ale nie umiem. Po prostu nie umiem tego zrobić tak jak Diana. To ona jest najlepsza w pocieszaniu ludzi. Nagle z pokoju obok wychodzi lekarz.
- Dobry wieczór panie doktorze, nazywam się Engel.
-Ah tak, dobry wieczór, mam rozumieć że to pan jest ojcem tej młodej damy która leży tu obok tak?
- Tak dokładnie. Panie doktorze proszę mi powiedzieć co z nią?
- No cóż, jej stan jest poważny... Jeśli narządy nie zaczną normalnie funkcjonować, niestety będzie potrzebny przeszczep.
Słysząc to, ponownie osuwa mi się grunt pod nogami. Przecież to takie niesprawiedliwe. Czym ona zawiniła?
Andreas
Trening jak trening. Znów to samo. Po raz kolejny, nie mogłem skupić się nad wykonywanym ćwiczeniem. Muszę do niej napisać!
Nie mogę się od niej uwolnić, to wszystko mnie po prostu przytłacza. Ja się chyba w niej za bardzo zadurzyłem.
Dosłownie.
Jej postać nadal pojawia się w moich snach, jednak nie jest już taką pierwszoplanową postacią.
Co ze mną?
Pytanie retoryczne.
,,Proszę Cię, porozmawiajmy!''
Nie mogę się powstrzymać, od wysłania tej jednej wiadomości. Czemu ja sobie jej po prostu nie odpuszczę? Dlaczego nie potrafię zacząć normalnego życia?
Czekam cały czas na tą cholerą odpowiedź. Na jedną głupią wiadomość, która pozwoli mi chociaż trochę uspokoić swoje myśli. A jeśli coś jej się stało? Ktoś ją porwał, czy coś?
- Andreas teraz ty! - Słyszę głos wołający mnie na skocznię i momentalnie odkładam telefon tym samym powstrzymując się przed pokusą wysłania tego cholernego SMS'a.
- Andreas pospiesz sie! Nie będziemy na ciebie czekać!
- Już idę spokojnie, już.
Widzę że naszą małą rozgrzewkę i ćwiczenia zdążyli zakończyć beze mnie, no cóż nie ma co się dziwić, teraz czas na serię skoków próbnych może nareszcie coś mi się uda, w końcu to to co kocham i to w czym jestem dość dobry. Udaję się na belkę, przyjmuję pozycję i na znak ruszam. Ale w tym momencie serce mi stanęło. Widzę ją czy tak mi jej brakuje że mam już jakieś zwidy? Ona tam stoi. Ale czy to naprawdę ona?
Tom
- Andreas! Nic ci nie jest?! Halo słyszysz mnie?! Andreas!? - krzyczę zdenerwowany i przerażony do przyjaciela leżącego na ziemi. Wygląda jak trup.
- Co sie stało? - nadbiegają moi kumple a zaraz za nimi ratownicy medyczni.
- Co mu się stało? - pyta jeden z nich.
- Nie wiem musiał się zagapić, zamyśleć czy coś bo zwyczajnie nie wybił się z progu i lunął na ziemie zupełnie jak trup, blady jak ściana. - odpowiadam drżącym głosem, po czym ktoś odsuwa mnie od przyjaciela.
- Dobrze zabieramy go do szpitala. Szybko, zróbcie przejście. - Słyszę i bez zastanowienia stwierdzam że muszę tam jechać z nim. Mimo sprzeciwu lekarza i tak uparcie siadam do karetki bez najmniejszego zamiaru jej opuszczenia prędzej niż pod samym szpitalem. Lekarz uległ i zgodził się na to bym pojechał. No w końcu musiał to zrobić, nie miał innego wyjścia bo ja i tak nie zostawiłbym w tym momencie mojego kumpla samego.
*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*
Skarby z całego serduszka przepraszam w imieniu swoim i Kasi za to okropne opóźnienie, rozdział miał pojawić się jeszcze w czerwcu ale wtedy jeszcze te ostateczne poprawki na jak najlepsze oceny i średnie ale się opłacało. Wiem dobrze że nas uwielbiacie i wybaczycie to spóźnienie i za brak aktywności na waszych blogach. Też was kochamy :*.
I życzymy udanych wakacji.
Buziole :*
sobota, 21 maja 2016
Rozdział IV
Diana
-Tato, a gdzie jest Olivia? - pytam trochę zaniepokojona
-Poszła się przespać, była bardzo zmęczona. Ogólnie ostatnimi czasy zachowuje się zupełnie jak nie ona, prawda? Też to widzisz czy to jedynie moja wyobraźnia? - mówi, a ja naprawdę nie wiem co odpowiedzieć. Może i chodzi troszkę nieobecna, ale to może tylko zmęczenie?
-Prawdę mówiąc gdyby tak dobrze się zastanowić to rzeczywiście ostatnio Olivia jest zupełnie jak nie ta nasza Olivia, tylko dlaczego?
-Oj córciu tego to ja już nie wiem. Spędzasz z nią o wiele więcej czasu niż ja i myślałem że może ty coś będziesz wiedziała.
-Niestety ja też nie mam pojęcia. Ale tato mogę być szczera?
-Oczywiście - odpowiada naprawdę szybko
-Nie uważasz że jednak powinieneś poświęcać nam więcej czasu?
-Oj Diana przecież wiesz, że nie mogę...- i znowu się zaczyna... jak zwykle to samo tłumaczenie
-Bo praca jest ważniejsza od nas! - wykrzykuję. Chyba bez kłótni się nie obejdzie...
-Nie prawda! Doskonale wiesz, że to nie tak.
-Nie tak?! No to jak!? Całymi dniami nie ma cię w domu bywasz tu częściej gościem nie mieszkańcem a my dwie musimy radzić sobie same bo na tobie jak widać nie możemy polegać.
-Diana! Jak możesz tak mówić?! Wiesz dobrze, że wszystko co robię, robię dla was. Po to, aby wam było jak najlepiej.
- Myślisz że jeżeli całymi dniami nie będzie cię w domu nam będzie lepiej? Tato..., raz że brakuje nam mamy, a dwa że teraz jest zupełnie jak wcześniej i ciebie też nie ma i nie wiem jak Olivia ale ja nie czuję się jak półsierota, czuję się jak prawdziwa sierota. Mamy nie ma ciebie też już prawie nie i wiesz co jest najgorsze? To że ja się boję że kiedyś naprawdę może cię zabraknąć...
-Kochanie nie mów tak, ja zawsze będę słyszysz? Zawsze będę przy tobie kiedy tylko będziesz mnie potrzebowała.
-A Olivia? Będziesz przy mnie a co z nią? Może ona właśnie teraz potrzebuję twojej obecności jak niczyjej innej, pomyślałeś o tym? Ona może teraz ma jakiś poważny problem, w dodatku bardzo tęskni za mamą a ty nawet nie wiesz co u niej słychać. I uważasz że taki powinien być kochający ojciec?
-Diana przesadzasz. Wiesz jak bardzo się staram po to byście miały jak najlepiej w życiu a ty jeszcze bezczelnie i bez żadnych skrupułów wytykasz mi wszystkie moje błędy. Nawet nie starasz się dostrzegać dobrych stron w tym co dla was robię.
-No tak zapomniałam przecież to ja zawsze jestem ta najgorsza... Ale wiesz co? Ktoś w końcu musiał ci uświadomić jak wiele błędów robisz, może w końcu przejrzysz na oczy i zrozumiesz co robisz źle a jak na razie mam dość, wychodzę!
-Diana...! - Słysze jeszcze za sobą, krzyk taty. Ja jednak nie wytrzymuję, wybiegam, trzaskając drzwiami.
Olivia
Po jakże długim rozmyślaniu o nieznajomym już nawet udało mi się zasnąć, kiedy nagle trzask zamykających się drzwi wejściowych zerwał mnie na równe nogi. No cóż to pewnie tata spóźnił się odrobinę do pracy. O kurde i to nawet nie odrobinę jest 18:30 a w pracy miał być o 18:00 oj będą kłopoty ale dobra chyba pójdę coś zjeść, w końcu od rana nic nie jadłam. Schodzę cicho na dół mając wrażenie że nie jestem sama w domu jednak nie spodziewam się nikogo innego prócz mojej siostry. Ale postać którą zobaczyłam o tej godzinie w naszym salonie zupełnie nie zamurowała i stoję jak wryta z dziwną miną na środku domu.
-Tata? Nie jesteś w pracy?
-Aj tam praca. Diana ma rację tylko praca, praca i praca nawet nie wiem co u was. A widzę że coś się dzieje mam rację?
-Że u mnie? - przez chwilę wacham się czy nie opowiedzieć mu o imprezie u Toma i tych wszystkich dziwnych wiadomościach, których nadawcą jest jakiś "Andiś", ale może na razie nie będę zawracać mu głowy takimi duperelami. Może to zwykła pomyłka? - Nie no co ty u mnie wszystko gra odkąd się tu przeprowadziliśmy żyje mi się jak nowo narodzonej. A skąd takie dziwne podejrzenia?
- Szczerze to nie wiem tak jakoś patrzę na ciebie i tak mi się wydaje że coś cię dręczy, ale nie wiem może to już moja przesadzona wyobraźnia? Mój przesadzony "instynkt macierzyński" z tym że raczej męski ale nie wiem, nie wiem naprawdę... Może Diana ma rację może zbyt bardzo skupiam się na pracy a za mało czasu poświęcam wam. Może dlatego już nawet nie potrafię rozpoznać kiedy z moimi córkami jest coś nie tak. Ja nawet nie zauważyłem kiedy wy tak zdążyłyście mi wydorośleć.
- Oj tato nie przejmuj się wszystko jest dobrze, gdyby coś było nie tak wiesz że od razu bym ci o tym powiedziała. A ty jesteś najlepszym tatą na świecie! Ale fakt gdybyś nam poświęcał więcej czasu to wcale źle by nie było.
-Dziękuję co skarbie no i postaram się spędzać razem z wami więcej czasu.
- A teraz powiedz mi gdzie Diana może poszłaby ze mną, Lili i Emmą na lody.
-Ale właśnie ja nie wiem gdzie ona jest. Prawdę mówiąc tak jakby troszeczkę się posprzeczaliśmy i wybiegła z domu trzaskając drzwiami nie wiem dokąd.
- Ale jak to posprzeczaliście się o co?
- Głównie o moją pracę no i teraz nawet nie wiem gdzie jest moja córka.
- Tato musimy ją znaleźć i mam pomysł. Ja, Lili i Emma pojedziemy jej szukać a ty zostań w domu na wypadek gdyby miała wrócić.Jeśli wróciłaby daj mi znać.
- Dobrze.
Lili
Właśnie sobie spokojnie gadam z moją "kochaną" siostrzyczką aż nagle naszą pogawędkę przerwał dzwonek mojego telefonu.
-Ej dobra gdzie on jest? - Pytam ze śmiechem w głosie Emmy
-Nie mam pojęcia - odpowiada równie rozbawiona.
-Czekaj już mam! Leżał od stertą poduszek przyrzuconych kolejną stertą książek i lawiną ubrań. Cud że w ogóle było go słychać spod tego bajzlu. - To Olivia. No hej Olivia co tam?
-Lili potrzebuję pomocy...
- Coś się stało?
-Diana jakiś czas temu wyszła wkurzona i zapłakana z domu i do tej pory nie wróciła. Boję się o nią ona nigdy nie wychodziła na tyle sama zwłaszcza w takim stanie, a w dodatku zaczyna się robić ciemno. Lili boję się o nią muszę ją znaleźć.
-Hej kochana spokojnie, pomożemy ci tylko zaczekaj na nas przed domem, już idziemy.
-Dziękuję wiedziałam że mogę na was liczyć.
-Coś się stało? - Pyta zdezorientowana Emma widząc w jakim pośpiechu chowam telefon do kieszeni i chwytam kurtkę.
-Ubieraj się musimy pomóc Olivi szukać Diany.
-Że co?!
-Diana wybiegła z domu w strasznym stanie bo pokłóciła się z ojcem i nie wróciła chodź!
-Olivia...- pochodzę do wystraszonej przyjaciółki i mocno ją tulę. Może i nie znam jej zbyt długo ale wiem doskonale jak poprawić jej nastrój. Ona kocha przytulasy. Jeszcze gdzyby do przytulasów dorzucić lody truskawkowe to już dosłownie raj na ziemii. Bo kto nie lubiłby się przytulać?
-Dziękuję że przyszłyście, musimy ją znaleźć zanim się sciemni...
- Olivia przecież to oczywiste że ci pomożemy, ale co tak dokładnie się stało? -pyta Emma.
-Chodźcie opowiem wam wszystko po drodze.
I jak święta trójca ruszyłyśmy środkiem drogi w poszukiwaniu naszej czwartej księżniczki. Nie mamy zbyt wiele czasu i obyśmy ją szybko znalazły. Mam nadzieję że nic jej nie jest.
Andreas
Człowiek wróci sobie spokojnie, zadowolony po udanym treningu do domu z myślą że może jego ukochana się odezwie, a tu co? Nic, cisza. Ani słowem się do tej pory do mnie nie odezwała. Kurde no nie wiem co się dzieje. A może ona po prostu znów ma na mnie tego swojego focha? Nie mam pojęcia za co, ale z resztą większość fochów za które musiałem przepraszać jak milion razy do dziś nie mam pojęcia za co były więc może i tym razem tak jest? Może znowu pogniewała się na mnie za nic, tak o po prostu bo miała taki kaprys. Ta kobieta już chyba nie jest w stanie zaskoczyć mnie niczym. Dobra nie wiem może wyślę jej jeszcze jedną wiadomość może tym razem coś poskutkuje i uzyskam jakąś odpowiedź... Tak zdecydowanie tak. Muszę do niej napisać. Biorę do ręki moją komórkę i nie zastanawiając się dłużej nad treścią wiadomości po prostu piszę "Hej kochanie nie wiem co się dzieje nie mam pojęcia gdzie jesteś, czy wszystko w porządku, czy przypadkiem nie potrzebujesz mojej pomocy czy coś. Nie wiem może znów zrobiłem coś nie rąk i masz na mnie tego swojego foszka ale proszę cię odezwij się w końcu do mnie bo to ciągle czekanie w niepewności mnie wykończy. Ja już nie mam sił chcę tylko usłyszeć ten piękny głos wydobywający się z twoich ust, zobaczyć twą piękną postać i móc cię przytulić czy to aż tak wiele? Proszę nie zostawiaj mnie tak niepewnego i odezwij się wreszcie. Andreas." No i poszło mam nadzieję że tym razem coś poskutkuje i nie oleje mnie kolejny raz bo inaczej będę miał już tego dość.
Olivia
Wraz z dziewczynami już od dwóch godzin błąkamy się ulicami miasta, byłyśmy nawet w jakimś lesie, ale nigdzie ani śladu Diany. Gdzie ona do cholery się podziała?! W jednej chwili wszystkie myśli z głowy mi uciekają bo właśnie dostałam jakąś wiadomość. Może to Diana. W pośpiechu wyjmuję telefon i czytam. Jednak to nie to czego się spodziewałam, to znowu ten "Andiś". I co ja mam z nim zrobić? Odpisać mu czy nie? Przecież ja nawet gościa nie znam. Nie pisał do mnie kilka dni i już myślałam że to koniec tego cyrku a tu jednak nie. No cóż tym razem już mu chyba odpiszę. Może w końcu dowiem się kto to. "Słuchaj Andreas, nie wiem kim jesteś, nie wiem czy te wiadomości wszystkie w ogóle miały być do mnie ale hali człowieku chyba coś ci się pomyliło. Ja nigdy w życiu na żadnym portalu nie byłam i z łaski swojej możesz wyjaśnić mi o co chodzi i przestać mnie zadręczać? Z góry dziękuję" I poszło.
Już chowam telefon kiedy nagle dzwoni do mnie tata...
-Tato?! Diana wróciła?! - Pospiesznie pytam na jednym tchu.
*~*~*~*~*~*~*~*
Nasze kochane muszki (tak wiem jestem bardzo głupia, Magda codziennie mi o tym przypomina). Pierwsze co to dziękuję wam za życzenia <3 nawet sie nie spodziewałam ich aż tyle! Po drugie Magda bardzo was przeprasza, ale biedulka musi poprawić historie (ja też) i kilka innych przedmiotów:( i przez to nie zostawia komentarzy pod waszymi rozdziałami. Bądźcie wyrozumiali ona chce pasek! Po trzecie... Przepraszamy za opóźnienie z rozdziałem, ale leniwa Magda leży na mnie (bez skojarzeń) i klocila się kto ma go dodać, a że ona głupia to wyszlo ze ja, a ja trochę miałam leeniaaaa <3
Kochamy was Muszki
Od dzis nimi jesteście
Buziaki!
Ps. Przepraszamy za błędy
snap Magdy ➡ madziuu9
wtorek, 3 maja 2016
Rozdział III
Andreas
Być z kimś,
kto nawet nie raczy odpisać na twoją wiadomość.
Brawo Wellinger! Tylko ty tak
umiesz. Jeszcze pewien czas temu było okej, a nagle zaginęła. Nie wydaje się to
dziwne?
Chłopacy
śmieją się, że znalazła kolejnego idiotę i teraz go wykorzystuje. Nie wiem do
końca, co mieli na myśli ze stwierdzeniem wykorzystuje.
Poznaliśmy
się na jednym z portali. Pisaliśmy ze sobą do czasu, gdy na jaw wyszło, że
mieszkamy w tym samym mieście. Niestety ona ze świata wirtualnego, była
zupełnie inna. Nasze pierwsze spotkanie, przesiedzieliśmy wymieniając kilka
zdań. Stwierdziłem oczywiście, że to wszystko przez stres. Pierwsze spotkanie
oko w oko, może zostać zdominowane przez strach, nieśmiałość.
Kolejne
spotkanie było już lepsze, chociaż także nie należało do randki idealnej.
Czułem, iż jest coś nie tak. Chłopacy od razu podchwycili temat i stwierdzili,
że dziewczyna udaje zadurzoną tylko dla pieniędzy i czym prędzej rzuci mnie
kantem.
Przyznam się. Uwierzyłem im trochę. I wtedy postanowiłem szczerze,
popisać z moją wybranką. Nie
porozmawiać, a właśnie popisać. Na słowo poważnie,
stwierdziła, że musi wyjechać do chorego wuja, do innego miasta.
Napisałem
jej o wszystkich moich obawach, ta jedynie mnie wyśmiała, dodając że mam
okropnych przyjaciół. Co prawdą, ani trochę nie jest. Oni są, najważniejszymi
osobami w moim życiu. Zawsze poprawią humor swoimi głupimi pomysłami. Zresztą,
jak to chłopacy. Takie dziwaczne sytuacje, to pewnie codzienność.
I tym różni
się świat dziewczyn od naszego. My możemy się świetnie bawić bez końca.
Dziewczyny natomiast, muszą umówić się na ploteczki, zakupy czym marnują czas
na zabawę. A może to im sprawia taką frajdę?
Gdybym miał
dziewczynę na pewno, bym się tego dowiedział.
Dobra, niby
ją mam, ale nie czuję czegoś co by tyłek urwało. Spotykamy się, bo spotykamy. I
tyle. Związek polega na czymś zupełnie innym. Chciałbym spotkać dziewczynę,
która będzie ze mną rozmawiać. W cztery oczy. Bez skrupułów. Na poważne, jak i
mniej ważne tematy.
Wychodzę na
zewnątrz, aby uspokoić swoje myśli. Idę w stronę parku. Jest ciepło więc mam na
sobie zwyczajny jasny podkoszulek na krótki rękaw, i dżinsowe spodenki. Chociaż
gdyby normalnie pomyśleć to aktualnie jest ciepła pora roku, więc nie rozumiem
sam siebie. Coraz częściej, nie poznaje sam siebie. Najbliżsi też zauważają coś
innego w moim zachowaniu. Nawet własna mama, zadaje mi pytania, czy oby na
pewno nic złego się nie wydarzyło. Chyba naprawdę potrzebuje dziewczyny.
Moja forma
sportowa też nie jest aktualnie najlepsza. Staram się, jak mogę, ale nic nie
wychodzi. Wychodzą mi pojedyncze skoki. Niestety tylko podczas treningów. Kiedy
przychodzi do konkursu jestem tłem dla tych najlepszym, a przecież był czas
kiedy to właśnie ja też należałem do tego najlepszego grona. To trochę boli.
Przyjeżdżasz zmęczony, po złym konkursie i najchętniej przytuliłbyś się do
kobiety, która obdarza cię ogromną, nie do opisania więzią.
Pogrążony we
własnych myślach, nawet nie zauważam idącej wprost na mnie dziewczyny. Zderzamy
się. Osóbka przede mną jest mniejsza więc, może z mojej strony nie jest to, aż
tak bolesne. Dopiero widok leżącej brunetki przywraca mnie do realnego świata.
Widzę ją pierwszy raz, a już zdążyłem zahipnotyzować się w jej pięknych
niebieskich oczach. Podnosi się z chodnika to pozycji siedzącej, i dopiero
wtedy rozum rozkazuje podać mi tej drobnej dziewczynie dłoń i pomóc jej wstać.
Ona ogarnia swoje długie włosy i dopiero wtedy zauważa moją rękę. O mało co się na nią nie nadziała. Kiedy jej dotyka, czuję dreszczyk, który przechodzi całe
moje ciało. Nie czułem czegoś takiego jeszcze nigdy. Przenigdy.
I to tyle.
Mówi tylko ciche przepraszam i
odchodzi. Przez moment mam ochotę, za nią biec, ale wyszedłbym przecież na
zwykłego palanta. Idę dalej, co chwila rozglądając się za siebie. Jednak , gdy
piękna brunetka znika z mojego punktu widzenia mam wyrzuty sumienia, że nie
pobiegłem.
Tym razem to
ja na kogoś wpadam. Potrząsam głową i widzę mojego dobrego kumpla – Toma.
Uwielbiam tego gościa. Z pozoru cichy, ale jednak gdy przychodzi co do czego
umie się nieźle bawić. Rozmawiamy chwilę i wracam do mojego domu. W moich
myślach nadal jest niebieskooka brunetka.
Olivia
Tata ma dziś
wolne więc postanowiliśmy ten dzień spędzić razem. Gotując razem obiad stwierdziliśmy,
że brakuje nam paru składników. Oczywiście, kto musiał biec do sklepu, po
produkty? Oczywiście, że ja! Jak to stwierdzili, młodszy ma więcej siły i lepszą kondycję. Z czym się nie zgodzę.
Moja kondycja woła o pomstę do nieba. A jeśli chodzi o sport to tylko telewizja
. Nie nadaję się do tego. Chociaż kiedyś grałam w piłkę ręczną. Szło mi dobrze.
Treningi, zawody. Razem ze szkolną drużyną wywalczyłam kilka medali. Co dobre
niestety szybko się kończy. Postanowiliśmy wyjechać na wakacje w góry. Jeden
źle postawiony krok i wdarła się ta okropna kontuzja! Tak zakończyła się moja
przygoda ze sportem. Wszyscy wokół mieli nadzieję, że wrócę. Albo po prostu
udawali. Nie wróciłam do pełni zdrowia. Czasem kolano, jak i kostka dają o sobie
znać przez co bardzo wyraźnie kuleję.
Idę zapatrzona
w mój telefon. Lubię pisać z moją znajomą z Berlina. Sara to dziewczyna, która
jakoś nigdy za moja osobą nie przepadała. Do czasu. Po śmierci mojej mamy
staczałam się na dno i wtedy pojawiła się ona. Jak sama twierdzi, chciała mi
pomóc, bo przeszła przez coś podobnego. I racja, pomogła. Chociaż nie za bardzo
jej wtedy ufałam.
Zbyt dużo
razy już zawiodłam się na moich "przyjaciołach". Wiele kosztowało
mnie wyjście do ludzi po naszej przeprowadzce. To, że poznałam Emmę i Lily
zawdzięczam Dianie. Mimo, iż się kłócimy to i tak kocham tą idiotkę i za nic w
świecie nikomu jej nie oddam. Rozmyślając o wszystkim i o niczym idę przed
siebie wpatrzona w telefon. I jak zwykle taka niezdara jak ja musiała coś
odwalić. Wpadłam na jakiegoś chłopaka. Podnoszę się i siadam na chodniku. Mój
wzrok kieruje się na blondyna, który już chyba jakąś chwilę temu wyciągnął rękę
by pomóc mi wstać. Patrzę mu chwilę w głąb jego niebieskich oczu i o dziwo
przechodzi mnie jakiś przyjemny dreszcz. -Przepraszam. - Powiedziałam szybko i
niepewnie, by jak najprędzej uciec przed jego wzrokiem. Co on musiał sobie o
mnie pomyśleć? Zapewne uznał że jestem jakąś durną, pustą idiotką, żyjącą
jedynie w Internecie. Czy ja zawsze muszę odwalić coś głupiego przy fajnym
chłopaku?! Aszz mam mętlik w głowie. Nie mogę przestać myśleć o postaci na
którą wpadłam. On wydaje mi się taki znajomy. Jakbym już go gdzieś widziała,
tylko gdzie? Za nic nie mogę znaleźć odpowiedzi na to pytanie. To takie dziwne
uczucie, spotkać kogoś "znajomego", a za razem nie znać nawet jego
imienia. I wchodząc do domu, wciąż biję się z myślami. Po głowie wciąż chodzi
mi jedno pytanie 'KTO TO?'.
-Ooo, jesteś
już, to dobrze chodź skończymy przygotowywać posiłek. - Głos taty przerywa moją
walkę z moim wnętrzem.
-Tak, tak
już jestem, ale czy mógłbyś dokończyć sam? - mówię z dziwnym wyrazem twarzy, ni
to smutnym, ni wesołym, ni zamyślonym.
-Coś się
stało? Przecież nigdy nie pozwalasz mi gotować samemu. Uwielbiasz to.
-No niby tak
ale dziś jakoś nie mam siły, dziwnie się czuję chyba muszę się położyć.
-Może i
racja. Nie wyglądasz dziś najlepiej. Dobra idź się prześpij a ja zawołam cię na
obiad. Później muszę iść do pracy na noc więc zanim pójdziecie spać dobrze
zamknijcie drzwi. -Mówi z głupim uśmieszkiem, bo już chyba wie jakimi słowami
za chwilę go skrytykuję.
-Oj tatooo,
przecież wiemy, nie jesteśmy już małe. A obiad zjedzcie razem z Dianą, a ja później
sobie odgrzeję. -odpowiadam tym razem z szerokim uśmiechem i znikam za drzwiami
mojego pokoju. Wciąż rozmyślając o nieznajomym, zmęczona zasnęłam.
Andreas
Wciąż mam
przed oczami jej obraz. Tylko żałuję, że nawet nie dowiedziałem się jak ma na
imię. Była taka piękna i delikatna.
Te oczka, włoski, twarz, po prostu
olśniewająca. Chyba nigdy jeszcze nie czułem czegoś takiego. Właśnie, jak to
nazwać? Słowo, które na tę chwilę wydaje mi się najbardziej stosowne to zauroczenie,
ale przecież ja nawet nie znam jej imienia.
Wpadłem na nią zupełnie przypadkiem
i może nigdy już jej nawet nie zobaczę, a już wyobrażam sobie nie wiadomo co.
Ta myśl mnie dobija.
Kurde!
Andreas ogarnij się masz dziewczynę!! Na pozór mogę
wyglądać normalnie, ale nikt nawet nie zdaje sobie sprawy z tego jaką walkę
właśnie toczę wewnątrz siebie. Raz myślę o Sophii i nie mam zielonego pojęcia
co się z nią dzieje, nie daje żadnych znaków życia, zaczynam się bać, martwić,
panikować, a w jednej sekundzie wszystkie myśli z nią związane schodzą na bok,
a na pierwszy plan wysuwa się nieznajoma brunetka, z którą zderzyłem się dziś
na mieście.
To okropne, niby z jednej strony coś czuję do mojej internetowej wybranki, z drugiej zaś nie mogę przestać myśleć o dziewczynie z parku, której uroda powaliła mnie na kolana. To jakbyś stał przed okropnie trudnym wyborem, a każda z dziewczyn byłaby małym duszkiem siedzącym na twoim ramieniu i jak diabeł z aniołkiem podpowiadają ci co robić, a ty jesteś rozdarty między nimi nie wiedząc co masz zrobić.
To okropne, niby z jednej strony coś czuję do mojej internetowej wybranki, z drugiej zaś nie mogę przestać myśleć o dziewczynie z parku, której uroda powaliła mnie na kolana. To jakbyś stał przed okropnie trudnym wyborem, a każda z dziewczyn byłaby małym duszkiem siedzącym na twoim ramieniu i jak diabeł z aniołkiem podpowiadają ci co robić, a ty jesteś rozdarty między nimi nie wiedząc co masz zrobić.
A może obie mają mnie zupełnie gdzieś? Jedna od tygodni
nie odpowiada na moje wiadomości, druga zaś gdyby chciała się czegoś o mnie
dowiedzieć nie uciekłaby tak od razu.
Nie, nie, nie!! Tak się nie da
funkcjonować. Muszę coś z tym zrobić, tylko co? Nie mam pojęcia jak rozwiązać
ten problem, ale ponieważ jest już dość późno to rozmyślania te zostawię na
kolejny dzień, a dziś idę spać.
Jutro trening.
Muszę odpocząć
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
Hello!
Mamy już trójeczkę... Jak Wam się podoba?
Na całe szczęście, pisanie idzie nam szybko, dlatego też nie ma niepotrzebnych przerw.
A teraz! Jutro o ile się nie mylę jest 4 maja, prawda?
Ktoś ma tego dnia urodziny :"))
Taak, tą osobą jest Katrinka <33
Prezencik już dostałaś, a na życzenia poczekasz do jutra :* Ale już z tego miejsca życzę ci Wszystkiego co najlepsze, i żebyś troszkę zmądrzała. I już mnie nie biła! Bo to znęcanie się nad mniejszymi, wielkoludzie :*
Katrin i Madziu
Subskrybuj:
Posty (Atom)

